wtorek, 12 lipca 2016

Zanim się pojawiłeś (Me before you) (2016) film vs książka

Tytuł: Zanim się pojawiłeś
Tytuł oryginalny: Me before you
Rok produkcji: 2016
Na podstawie: powieści Jojo Moyes
Reżyseria: Thea Sharrock
Scenariusz: Jojo Moyes
Czas trwania: 110 min
Obsada: Emilia Clarke, Sam Claflin, Stephen Peacocke, Jenna Coleman, Janet McTeer, Charles Dance, Matthew Lewis

Ekscentryczna Louisa Clark rozpoczyna pracę u państwa Traynorów, gdzie ma zajmować się niepełnosprawnym Willem. Postanawia nauczyć go cieszyć się życiem od nowa i wnieść w to życie radość, mimo tragedii, która odmieniła jego życie.

Trailer:

Wycieczki małe i duże pozwoliły mi na spontaniczne załapanie się na jeden z ostatnich seansów tego filmu, więc dzisiaj przychodzę do Was z recenzją i porównaniem ekranizacji i książkowego pierwowzoru. Zapraszam!


Swoją opinię o książce wyraziłam TUTAJ, więc nie będę się powtarzała i przejdę od razu do opinii o filmie, by potem przejść do konfrontacji. ;-)

PLUSY
OBSADA
Coś, co już na początku było dla mnie wielkim plusem tego filmu, to obsada. Emilia i Sam byli według mnie wprost idealnie dobrani do ról Lou i Willa. Widziałam w Emilii coś z elfa, tak jak było to u książkowej bohaterki, a te kolorowe stroje i pozytywna energia, jaka biła od aktorki sprawiły, że chętnie oglądałam każdą scenę, w której się pojawiała. Claflin za to powalił mnie na kolana swoją grą aktorską, gdyż trzeba przyznać - miał bardzo trudne zadanie, a podołał mu bez problemu. Jego twarz stała się tak plastyczna, tak bogata w emocje, że naprawdę nie mogłam od niej oderwać wzroku.
MUZYKA
Zawsze zachwycam się tym, jak idealnie wkomponowana jest muzyka w produkcje filmowe czy też seriale, więc i tym razem nie zapomnę o pochwaleniu ścieżki dźwiękowej. Piosenki wzruszające, radosne, nastrajające optymistycznie do życia - znajdziemy to wszystko. Dodatkowo są tak dobrane do scen, że później na sam ich dźwięk, już bez filmu, zaczynamy się wzruszać lub śmiać.

IDEALNE DAWKOWANIE RADOŚCI I SMUTKU
Zwłaszcza pierwsza część filmu jest nieco bardziej humorystyczna, sarkastyczna i ogląda się ją z uśmiechem na ustach. Moimi ulubionymi scenami chyba będą dwie przeniesione z kart książki na ekran, a mianowicie: scena z metką i scena pożegnania po imprezie urodzinowej Lou oraz moment, którego z książki nie pamiętam, więc pewnie go dorzucono dla humoru - fragment z jedzeniem i suszarką.
Druga część filmu jest już smutniejsza i tam zdecydowanie się popłaczemy, chociaż przyznam, że ze względu na to, że znałam już zakończenie, to łatwiej mi było przygotować się do oglądania i mój płacz był zdecydowanie symboliczny, w porównaniu do morza łez, jakie wylałam w czasie lektury MBY.
CAŁOKSZTAŁT
Chociaż pominięto nieco z pierwowzoru i brakowało mi tych scen, a niektóre wątki zostały zupełnie zmienione, o czym jeszcze wspomnę niżej, to jednak filmowi nie można odmówić tego, że ma całkiem spójną linię fabularną i ogląda się go przyjemnie. Ma wszystko to, co powinien mieć udany film. No i może poprzez te spłycenia, czy też pominięcia niektórych elementów, łatwiejszy jest do obejrzenia tym, którzy nie czytali książki. Bo jednak produkcja jest dosyć krótka i gdyby zarzucono widza tymi wszystkimi wątkami i elementami w tak krótkim czasie, mógłby się poczuć osaczony i mieć pewne problemy z przyswojeniem wszystkiego, jednocześnie czerpiąc przyjemność z seansu. Jednak film oceniam pozytywnie, mimo wszystko.

MINUSY
PRĘDKOŚĆ AKCJI
Czasami miałam wrażenie, że to wszystko jakoś szło za szybko. Wiem, że straszne parcie jest na krótkie filmy, jednak sądzę, że gdyby trochę wydłużyć film, to znalazłoby się miejsce na wiele scen, które trochę spowolniłyby tę akcję, która szczególnie na początku pędziła niczym antylopa lub ja gdy śpieszę się na autobus. ;-)

NIEDOPOWIEDZENIA
Mimo że pochwaliłam film za spójność, to jednak czasami miałam wrażenie, że pojawiają się niedopowiedzenia, które w łatwy sposób przecież mogły być wyjaśnione w filmie, a z jakiegoś powodu zrezygnowano z tłumaczenia danych zachowań, licząc, że widz będzie już wiedział o co chodzi. I chyba czasami ten widz jednak nie wiedział. Przykładowo, wątek Patricka dziwacznie się urwał i fakt, można się domyślić, co się stało między nim a Lou, ale jednak zauważyłam na forach, że nie każdy to zrozumiał i w sumie miał do tego prawo.

PRZEDSTAWIENIE NIEPEŁNOSPRAWNOŚCI
Mam wrażenie, że nieco ją spłycono. W książce jest zdecydowanie więcej o tym, jak wyglądało życie Willa, jak bardzo cierpiał, jak wiele problemów było z utrzymaniem jego dobrego stanu zdrowia, bo nawet drobne przeziębienie było niebezpieczne. A tutaj to wszystko jakieś takie piękne i kolorowe, żeby nagle zbombardować wszystkich wydarzeniami z końca utworu, przez co liczna rzesza widzów poczuła się nieco oszukana.

RACZEJ DLA TYCH, KTÓRZY CZYTALI PIERWOWZÓR
Często, gdy pomijano coś w filmie lub nawet pokusiłabym się o stwierdzenie, że spłycano coś, zastanawiałam się, jaki byłby mój odbiór, gdybym nie czytała wcześniej książki. Czy też by mi się tak podobało, czy może patrzyłabym na sceny ze zdziwieniem? Oglądając film tuż po przeczytaniu książki byłam w stanie łatwo sobie dopowiedzieć wszystko, czego mi w ekranizacji brakowało. I myślę, że ten element znajomości książki może przeważać o całej ocenie produkcji, gdyż osoba, która widziała jedynie film, może uznać go za historię ładną na ekranie, ale bardzo nierealną w rzeczywistości i wręcz promującą nieetyczne tematy.
I pojawia się element zrozumienia decyzji głównego bohatera. Mnie nawet ta filmowa wersja "wytłumaczenia" przekonała do decyzji Willa, pewnie dlatego, że jeszcze na długo przed poznaniem w ogóle tej książki i filmu, zdarzyło mi się rozmyślać, co zrobiłabym w takiej sytuacji, w jakiej znalazł się Will. Jednak osoby, które niezbyt zwracały uwagę na szczegóły w filmie i nie za specjalnie zastanawiały się nad tym wszystkim, mogły odebrać zakończenie jako coś zupełnie okropnego i niezrozumiałego, bo jednak w książce poznajemy więcej detali dotyczących codzienności Traynora oraz tego, co zdarzyło się tuż przed zatrudnieniem Lou i chyba łatwiej jest zrozumieć decyzję bohatera. Pominę oczywiście sprawy takie jak osobiste odczucia na ten temat, bo jest on kontrowersyjny i chyba brak tu jednoznacznego prawidłowego zdania.

PORÓWNANIE Z KSIĄŻKĄ
RELACJE RODZINNE LOU
Rodzina chociaż równie kochająca się, to jednak nieco bardziej naciskająca na znalezienie pracy przez dziewczynę, której dochód był ważną częścią domowego budżetu, a w filmie to tak średnio widać. Ponadto, spłycone relacje z siostrą - w książce nie było między nimi aż tak kolorowo i chociaż faktycznie były ze sobą blisko, to mam wrażenie, że w filmie aż za bardzo.

ZWIĄZEK Z PATRICKIEM
Kolejny spłycony wątek, w którym pominięto bardzo wiele fragmentów, zwłaszcza w drugiej części filmu. Patrick nagle znika, jak za sprawą czarodziejskiej różdżki, puf! A szkoda, bo to były bardzo istotne fragmenty, które jak się okazało, potem sprawiły, że widzowie nazwali Lou "dziewczyną kręcącą na kilka frontów", a postaci Patricka współczuli (gdyby wiedzieli, co zrobił na samym końcu powieści, od razu zmieniliby zdanie!).

HISTORIA WILLA I JEGO RODZINY
Pominięto istnienie jego siostry, a za to dorzucili urodzinowy filmik - jaka wymiana! No i relacje rodziców Willa zupełnie inaczej się prezentowały w powieści i szkoda, że ich nie pokazano, tak samo jak ich zdanie o decyzji bohatera.
Ponadto, zasugerowano jedynie dyskretnie wydarzenie, przez które Louisa została zatrudniona, a było ono dosyć istotne dla całości utworu i postępowania bohaterów.
PRZESZŁOŚĆ LOU
Bardzo, ale to bardzo brakowało mi sceny z labiryntem i całej historii, która się za nim kryła. Naprawdę doskonale tłumaczyła zachowanie Louisy, jej zamknięcie w tym małym miasteczku, strach przed wyjazdem. Myślę, że ten wątek uzupełniłby wiele niedopowiedzeń w filmie.

DROBNE SZCZEGÓŁY
Jak chociażby scena z czerwoną sukienką, czy też wyjazdem na wyścigi konne bądź wybieraniem destynacji na wyjazd z Willem. Takich szczególików trochę było i jak niektóre jakoś przeszły bez echa, tak niektóre mogły być fajnymi scenami.

Jak widać, książka zdecydowanie wygrywa ten pojedynek, jednak mimo wielu wad, wcale nie uważam ekranizacji za coś złego, wręcz przeciwnie. Oglądało mi się miło i chętnie wrócę jeszcze do tego filmu. Tych, którzy są niezdecydowani - zdecydowanie zachęcam do zapoznania się z filmem, jednak zaznaczam - najpierw książka, potem film. Wtedy będzie Wam się lepiej oglądało. ;-)
Dajcie znać w komentarzach, czy zetknęliście się z tą historią - przy okazji książki, czy też filmu i jakie są Wasze wrażenia. Wolicie książkę, czy film? Co Wam się podobało, a co byście zmienili? Co sądzicie o pominiętych scenach? Zapraszam do dyskusji (przy spoilerach oznaczcie je, żeby nie nadział się na nie ktoś, kto ich nie chce poznać) i przypominam o konkursie, w którym do wygrania egzemplarz "Zanim się pojawiłeś"! ;)

35 komentarzy:

  1. Przed obejrzeniem filmu planuję przeczytać książkę, bo bardzo mnie ciekawi. Dopiero potem sięgnę po film. Mam nadzieję, że mi również obie wersję się spodobają, mimo malutkich minusów ekranizacji ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Koniecznie daj mi potem znać, jak Ci się podobało! ;)

      Usuń
  2. O, jak tu u ciebie ładnie *.* Zostaję na dłużej ;)
    Jeśli chodzi o mnie czytałam książkę, oglądałam film i nie umiem stwierdzić, które jest lepsze. Po raz pierwszy nie umiem się zdecydować pomiędzy książką a jej ekranizacją. Każde z nich miało swoje plusy i minusy, i tak właściwie obydwie uważam za rewelacyjne. Nie pamiętam kiedy ostatnio tak bardzo płakałam podczas czytania. A już tym bardziej nie pamiętam kiedy ostatni raz płakałam w kinie. Za to muszę im dać duży plus :D Historia po prostu cudowna.

    Pozdrawiam serdecznie ^^
    Książki bez tajemnic

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O tak, ja też już dawno tak nie płakałam na żadnej książce. Na filmie już mniej, bo wiedziałam co się zdarzy i starałam się opanować emocje, ale na książce ryczałam jak dziecko. ;)

      Usuń
  3. Najpierw książka, potem film. Tu ta zasada z tego co widzę również się sprawdzi ;)

    OdpowiedzUsuń
  4. Początkowo miałam przeczytać najpierw książkę, a później obejrzeć film, ale tak się złożyło, że wylądowałam najpierw w kinie :) I film bardzo mi się podobał! Nie mogę się za bardzo odnieść do książki, bo ciągle mam przed sobą, ale film był świetny. Sporo humoru, dobra obsada i też sobie trochę popłakałam ;)
    Uważam, że wątek niepełnosprawności był ogromnie spłycony. To tak najbardziej mi przeszkadzało. Chociaż nie wpłynęło jakoś na mój odbiór końcówki filmu, bo spotkałam się już z tym tematem w Guzaarish, gdzie ten wątek z kolei był należycie rozwinięty.
    Jeśli chodzi o obsadę to jestem pod ogromnym wrażeniem Sama - był świetny. Emilia natomiast momentami ogromnie mnie irytowała. Była jakaś taka zbyt rozświergotana. Ogólnie przepadam za takimi bohaterkami, ale jakoś w wykonaniu Emilii ta postać mnie drażniła.
    Mimo wszystko film bardzo mi się podobał i z pewnością powrócę do niego, gdy już przeczytam książkę :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Fajnie, że wspomniałaś o Guzaarish, bo właśnie ten film mi się też kojarzył z Zanim się pojawiłeś. Tamta scena ze skrzynią była po prostu genialna i zawsze pokazuję ją ludziom, jako wytłumaczenie, dlaczego nie mam pretensji, kiedy ludzie podejmują takie decyzje, jak tam bohater Hrithika, czy tu Will.

      Usuń
  5. Nie zdążyłam iść na film do kina, więc chociaż kusi, to zostawię go już sobie na deser. Najpierw książka, bo zawsze wolę najpierw wiedzieć jak historię wymyślił autor, a dopiero potem wkurzać się na twórców filmu jak można było zbeszcześcić tak rewelacyjne dzieło vide 'Love, Rosie' czy 'Szczęściarz' Sparksa, co było traumatycznymi przeżyciami. :>

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ooo, a ja Love, Rosie uwielbiam i książkę i film, nawet szykuję podobny post z porównaniem. ;) Ale fakt, tam historia jest niemal stworzona na nowo i jak dla mnie to takie bardziej zainspirowanie się książką niż wierna ekranizacja.

      Usuń
    2. Nie znoszę 'inspiracji'. Po co brać się za ekranizację książki skoro potem zmieniasz całą historię, a fan musi zgrzytać zębami? Film 'Love, Rosie' to był koszmar, byłam strasznie zażenowana poziomem tego czegoś. Odradzam oglądanie każdemu, kto jest już po książce, która sama w sobie była rewelacyjna i ujmująca, a film zabrał wszystkie jej atuty.
      Jedyna dobra ekranizacja to chyba 'Gwiazd naszych wina'. Zmiany oczywiście były, ale kosmetyczne, to wciąż ta sama historia.

      Usuń
    3. Z ekranizacjami już niestety tak jest - najbardziej nie przemawiają do tych, którzy znają pierwowzór, bo najczęściej bardzo dużo jest zmienione i strasznie nas to denerwuje, ja tak miałam np. przy ekranizacji Pamiętnika księżniczki. ;) Mi się jednak i seans Love, Rosie podobał i lektura, ale na moją sympatię do filmu złożyła się jeszcze świetna obsada, bo bardzo lubię i Sama i Lily. ;)

      Usuń
  6. Książki jeszcze nie czytałam, ale mam już film, który zamierzam niebawem obejrzeć.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ciekawa jestem Twojej opinii o filmie ;)

      Usuń
  7. Bardzo głośno ostatnio o tej książce. Nie czytałam jej, filmu też nie oglądałam. Zdecydowanie bardziej skłaniam się ku książce. Film będę raczej omijać szerokim łukiem. Nie lubię filmów :P
    Pozdrawiam,
    http://tamczytam.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja lubię i filmy i książki, ale wybór zależy już od mojego humoru. ;) A co do Zanim się pojawiłeś, to książka jest naprawdę warta przeczytania. ;)

      Usuń
    2. Dużo osób mi ją poleca. Mam nadzieję, że w najbliższym czasie trafi w moje ręce :)

      Usuń
  8. Trzeba pamiętać, aby do filmu tak wiele nie wymagać jak od książki, bo film ma ograniczony czas przedstawienia :). Nie mieli zapewne aż tak dużo czasu na dokładne przedstawienie niepełnosprawności Willa. Co do filmu - ostatnio koleżanka wstawiła u nas recenzje "Zanim się pojawiłeś" filmu i książki i ma bardzo podobne zdanie do ciebie ;).

    #SadisticWriter
    http://zniewolone-trescia.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ale właśnie ten czas był całkiem krótki, można było spokojnie 30 minut dorzucić i myślę, że byłoby wtedy lepiej ;)

      Usuń
  9. Nie czytałam, ani też nie oglądałam(wstyd!) muszę to oczywiście nadrobić, co mam nadzieję uda mi się już niedługo:) Bardzo fajne porównanie:)
    Buziaki, books--my-life.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jestem bardzo ciekawa Twojej opinii! ;)

      Usuń
  10. Niedawno skończyłam czytać książkę i jestem dość mocno zawiedziona - wszyscy zachwalali, a dla mnie to taka przyjemna lektura, która jednak niczego we mnie nie zmieniła i nie sprawiła, że wylałam hektolitry łez, mimo że z reguły łatwo się wzruszam. Film jednak jak najbardziej oglądnę, bo kocham Sama Claflina <3

    Books by Geek Girl

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Każdy lubi coś innego. ;) A film sądzę, że może Ci się spodobać, bo Sam naprawdę dał tam popis - grał tylko twarzą i głosem, a naprawdę był mistrzem. No i znając już książkę będziesz mogła wypełnić sobie luki tym, co już wiesz i ocena może będzie trochę wyższa. ;)

      Usuń
  11. A ja wolę film i to zdecydowanie, bo książka pisana jest dość ciężkim(?) językiem, przez co wszystko wydaje się, jakby było pisane na siłę, brakuje tej lekkości. W filmie wszystko miało jakikolwiek sens i bardziej się wzruszyłam, a książka delikatnie ujmując to takie drewniane czytadło. :)
    Pozdrawiam, Natalia z natalie-and-books.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A ja w książce czegoś takiego się nie dopatrzyłam, czytało mi się lekko, poza tym, że non stop płakałam gdzieś od połowy, to jednak przy języku powieści nie miałam problemów. Ale wiadomo, każdy lubi coś innego. ;)

      Usuń
  12. Niestety nie miałam jeszcze przyjemności czytać książki i raczej, póki jestem zza granicą, nie będę mieć, a szkoda. Strasznie mnie kusi film, ale po twoim poście chyba postaram się z nim wstrzymać i najpierw przeczytać książkę :)
    Niestety ekranizacje mają to do siebie, że często nie są w stanie przekazać wszystkiego, co książka. Chyba nie spotkałam się z sytuacją, kiedy ekranizacja jest lepsza niż pierwowzór :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak się zaczęłam zastanawiać nad tym ostatnim zdaniem i faktycznie, mi też do głowy zupełnie nie wpada żadna ekranizacja, która byłaby lepsza od pierwowzoru. ;)

      Usuń
  13. I na film, i na książkę mam ochotę. Oczywiście najpierw wersja papierowa, jedyne co mnie martwi, że nie będzie elementu zaskoczenia, bo dostałam spojler od koleżanki :D Ale mimo to przeczytam, bo jestem strasznie ciekawa Lou :)
    Pozdrawiam cieplutko WiktoriaCzytaRazemZWami

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja czytając już wiedziałam jak się historia potoczy, bo trailer filmu powiedział mi wszystko, jednak nie odebrało mi to przyjemności czytania. Mam nadzieję, że w Twoim przypadku też tak będzie i historia Ci się spodoba. ;)

      Usuń
  14. Nie czytałam książki i może dlatego film mi się nie spodobał. Bo był taki... płytki :) taki niedopowiedziany :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przeczytaj książkę - otrzymasz wszystkie odpowiedzi na luki w fabule ;)

      Usuń
  15. Najpierw muszę przeczytać książkę, ale na film też mam chęć :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam nadzieję, że spodoba Ci się tak jak mi ;)

      Usuń
  16. Och, książka jest nieporównywalnie wartościowsza! Film dobry, ale dobry widz zauważy te nieścisłości, które podczas lektury łączą się ze sobą tworząc całość!
    Ja film lubię, i pewnie będę wracała.
    Ale to do książki czuję miłość <3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dlatego najlepsza zasada - najpierw książka, potem film ;)

      Usuń

Czytelniku! Pięknie dziś wyglądasz, mam nadzieję, że masz dobry dzień! ;-) Pozostaw po sobie ślad w postaci komentarza - będzie mi bardzo miło poznać Twoją opinię.

Jeśli mogę tylko prosić - nie rób z komentarzy śmietnika. To nie miejsce na darmową reklamę. Spam będzie usuwany.