poniedziałek, 15 maja 2017

Maybe someday - Colleen Hoover

Tytuł: Maybe someday
Autor: Colleen Hoover
Seria: Maybe #1
Wydawnictwo: Otwarte
Liczba stron: 440
Opis:
Ridge potrzebuje tekstów do swoich piosenek, Sydney - mieszkania, bo po zdradzie przyjaciółki i chłopaka została bez dachu nad głową. Ona napisze mu teksty, on da schronienie - układ idealny. Ale czy na pewno? Bo chociaż na wzajemne uczucie nie ma miejsca, to jednak los lubi płatać figle.
 
Jak potoczą się losy tych dwojga? Czy ich "może kiedyś" wreszcie nadejdzie? 


Jakie było moje drugie spotkanie z twórczością Colleen Hoover? Sprawdźcie w rozwinięciu!

ZACZYNA SIĘ OD ROZSTAŃ
To, co u CoHo lubię, to rozpoczynanie akcji bez zbędnych dziwnych wstępów, zapowiedzi i tym podobnych. Jak u niektórych autorów nie miałabym nic przeciwko takim zabiegom, tak u niej jestem wdzięczna, że od razu angażuje nas w rozgrywane wydarzenia i szybko wdrażamy się w historię, zaczynając ją przeżywać wraz z bohaterami.
W Maybe someday, ta akcja rozpoczyna się wraz z rozstaniem Sydney z chłopakiem i wyprowadzką. Nasza bohaterka musi zakończyć pewien etap w swoim życiu i zrobić coś, by w końcu zacząć żyć zgodnie ze sobą. Jak jej się to uda?
SYDNEY I RIDGE
Autorka dostaje kolejnego plusa za to, że bohaterowie, których wykreowała nie są papierowi - wypełnieni są całą gamą sprzecznych uczuć i emocji co nadaje im dynamizmu. Niestety, mają w sobie jakąś dziwną skłonność do zbyt emocjonalnego podchodzenia do wszystkiego, przez co więcej mieszają niż naprawiają. Ich zachowanie również doprowadzało mnie momentami do szału, lecz tutaj zaczyna się ta dwoistość mojej opinii, o której więcej już za chwilę.
STRUKTURA
Historię poznajemy z dwóch perspektyw - Sydney i Ridge'a, którzy prowadząc narrację pierwszoosobową, idealnie przybliżają nam uczucia, jakie nimi targają. Możemy też łatwiej poznać naszych bohaterów i wyrobić sobie o nich zdanie oraz zdecydować, czy będziemy im kibicować, czy jednak się wstrzymamy. Pełno tu także smsów, wiadomości facebookowych oraz tekstów piosenek, co tylko urozmaica lekturę.

MUZYKA
Maybe someday wyróżnia się tym, iż książka pełna jest tekstów piosenek, które w pewien sposób budują część historii oraz pozwalają nam dokładniej poznać uczucia bohaterów. Nic dziwnego, w końcu to historia o artystach, muzykach. Co jeszcze jest niezwykłe, to fakt, iż mamy również możliwość posłuchania piosenek napisanych przez nasze postacie w trakcie trwania akcji i zbudować sobie sami klimat historii. Wystarczy wejść na >>TĘ<< stronę. Całkiem przyjemne są niektóre utwory, prawda?
PODOBAŁO MI SIĘ, ALE...
No właśnie, bo tutaj pojawia się moje "ale". Dobrze czytało mi się tę książkę i nie żałuję, że po nią sięgnęłam, ale jednak nie zachwyciła mnie aż tak, żeby rozpływać się w zachwytach. Podoba mi się pomysł na historię, ale trochę mniej już ten trójkąt miłosny, który niestety, ale wiedzie tam prym. Bohaterowie momentami zachowywali się irracjonalnie, a miłość nabierała wręcz patetycznego rozmiaru. I jeśli przymknęłabym na ten wątek oko, książkę uznałabym za udaną, natomiast chcąc się przyczepić, można stwierdzić, że Hoover skopała go po całości. Zwłaszcza nie podobało mi się to rozdarcie Ridge'a, jednak nie mogę podać dokładniejszych argumentów, gdyż nie chciałabym nikomu zaserwować spoilerów. No cóż, CoHo lubi trójkąty miłosne, ale tutaj niestety nie za bardzo jej się on udał.
PODSUMOWUJĄC
Maybe someday to historia o trudnej miłości, rozkwitającej wśród dźwięków gitary i zapisków z tekstami piosenek, która chociaż nie jest pozbawiona wad, to potrafi zapewnić przyjemnie spędzony czas. Polecam jednak sięgać po nią w dobrym humorze i z dużą dozą tolerancji na trójkąty miłosne, bo inaczej możecie skończyć tak rozdarci, jak ja. Z jednej strony nie było tak źle, ale z drugiej zachwytów też nie było i nadal najbardziej lubię November 9 spośród powieści Colleen Hoover.
Komu polecam? Fanom twórczości Hoover i miłośnikom romansów.
Komu odradzam? Tym, którzy miłości w literaturze mają już dosyć i szukają czegoś zupełnie innego.
Znacie już moją opinię. Teraz pozostało Wam jedynie wyrobić swoją własną.
Czytaliście? Jak Wasze wrażenia?
Dajcie znać w komentarzach! ;-)

P.S. Niestety, ze względu na problemy zdrowotne i natłok uczelnianych zaliczeń, zmniejszyła się moja aktywność na Waszych blogach. Mam nadzieję, że mnie przez to nie opuścicie. Wszystko nadrobię, jak tylko uda mi się stanąć na nogi. ;-)

23 komentarze:

  1. Hej! Czytałam tę książkę już dawno temu, bo jakieś 2 lata temu bodajże, ale pamiętam do dziś, że bardzo podobał mi się pomysł na nią! Piosenki, które mogłam posłuchać podczas lektury były wszystkie mega i mogłam dzięki nim wczuć się jeszcze bardziej w książkę. Generalnie, po przeczytaniu Twojej recenzji, przypomniałam sobie, że niekiedy zbyt emocjonalne podchodzenie bohaterów do wszystkiego i mnie irytowało. Ale tak poza tym myślę, że jeszcze kiedyś wrócę do tej pozycji, bo uważam "Maybe Someday" za dobrą książkę. Mnie się podobała. :P

    Pozdrawiam! ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Planuję sięgnąć po tę książkę w przyszłości.
    Wracaj do zdrowia<3

    OdpowiedzUsuń
  3. No to prawda z tym patosem, prawda... Tylko jakoś zupełnie mi on nie przeszkadza, a trójkąt, który Tobie średnio się podobał, mnie absolutnie nie raził ;) Zresztą "Maybe someday" to moja ulubiona książka Colleen i na wiele przymykam w niej oko. A jeszcze Griffin i jego playlista... Takie detale kupują mnie w całości 😄
    PS. Powodzenia z sesją, uczelnią i życiem ;)

    Pozdrawiam ciepło,
    Paulina z naksiazki.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  4. Miłosny trojkat mówisz? Nie nam chyba takiego ulubionego elementu, dla którego czytalabym podobne do siebie książki.
    PS. Śliczny aparat na zdjęciu z książka!

    OdpowiedzUsuń
  5. Nie czytałam tej książki. Na razie nie mam jej w planach.

    OdpowiedzUsuń
  6. Ja miłości w literaturze nie mam dość, ale że się o niej tyle naczytalam... oczekuję czegoś nowego, świeżego. Ta historia mnie nie interesuje. :/

    OdpowiedzUsuń
  7. Niestety, nie jest to książka dla mnie. Głównie ze względu na trójkąt miłosny, których znieść nie mogę i od razu odrzucam takie książki. Poza tym chyba za bardzo znajomo brzmi mi schemat fabuły, więc póki co podziękuję :)
    Pozdrawiam,
    BOOK MOORNING

    OdpowiedzUsuń
  8. Właśnie z twórczością Hoover mam tak, że jej historie czyta mi się przyjemnie, ale bez efektu WOW. Tak samo było z "Maybe someday".

    OdpowiedzUsuń
  9. Chyba, tak jak napisałaś, sięgnę po nią jak będę miała dobry humor. November 9 bardzo mi się podobała, ale z tego, co widzę Maybe Someday tej książki nie przebije. Aczkolwiek i tak jestem ciekawa. :)

    OdpowiedzUsuń
  10. Z książek Hoover czytałam jedynie "Hopeless" i na razie nie chcę sięgać po żadną inną - nie są to moje klimaty, choć mi się podobało.
    Pozdrawiam!
    http://sunny-snowflake.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  11. Książkę czytałam prawie rok temu, ale dobrze ją wspominam. Mi się ona podobała, szczególnie ten wątek muzyczny i same piosenki. Jak dla mnie warta przeczytania :)
    Pozdrawiam i zapraszam do mnie~ Nataliaaa
    http://happy1forever.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  12. Czytałam tą książkę dawno temu po angielsku i mi się podobała, ale od jakiegoś czasu mam ochotę sięgnąć po nią drugi raz w polskim wydaniu :)

    OdpowiedzUsuń
  13. To jedna z moich ulubionych lektur :)

    OdpowiedzUsuń
  14. Od tej książki zaczęła się moja przygoda z twórczością autorki - gdy czytałam "Maybe someday" to byłam zachwycona, ale muszę przyznać, że pomimo tego zachwytu, jakoś kolejne książki autorki, które czytałam, urzekły mnie bardziej, jak chociażby "Hopeless", "Losing hope" czy "November 9". Nawet "Ugly love" spodobało mi się bardziej niż "Maybe someday", choć wiem, że przez wielu jest krytykowana. "Maybe someday" z pewnością ujmuje i wywołuje emocje, wzrusza i nieprędko wypada z pamięci, ale jednak mnie bardziej poruszyły inne książki autorki :)

    OdpowiedzUsuń
  15. Ja nie jestem fanka twórczości Hoover i podczas czytania Maybe someday strasznie się nudziłam, a akcja (według mnie) była nudna i dłużyła mi się. :/
    No i zgadzam sie z tobą co do tego trójkącika, który no... był słaby tutaj po prostu. ;)
    Pozdrawiam! :)
    http://recenzjeklaudii.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  16. Maybe Someday mi się podobało, ale myślę, że był to świeży szał po jej skończeniu, bo teraz jak ją wspominam to myślę, że nie była aż wcale taka świetna :/ Zdrowia! :D I oby natłok się zmniejszył ;)

    Pozdrawiam, Jabłuszkooo ♡
    Szelest Stron

    OdpowiedzUsuń
  17. Mi ten trójkąt miłosny na szczęście nie działał na nerwy. Zapewne dlatego, że to facet miał problem ;P Dla mnie to było znośniejsze, ale rozumiem Twój punkt widzenia :) Książka bardzo mi się podobała. Najlepsza powieść Hoover z tych wydanych w Polsce - wykluczając "Confess", bo ta jeszcze przede mną.
    Pozdrawiam!
    houseofreaders.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  18. Czytałam i bardzo mi się podobała! Należy do moich ulubionych książek! <3

    OdpowiedzUsuń
  19. Lubię tą autorkę. Tej książki nie czytałam, ale jak na razie mam dość miłości w książkach.

    http://weruczyta.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  20. O, widzisz, a ja November 9 szczerze nie cierpię i sądzę, że Maybe Someday było od tego o wiele lepsze, chociaż dalej Hoover mi się nie klei i dupy mi nie urwała xd

    Pozdrawiam :D

    OdpowiedzUsuń
  21. A według mnie to najlepsza powieść Hoover ze wszystkich, jakie ja miałam okazję przeczytać.

    OdpowiedzUsuń
  22. Według mnie książka jest dobra i w pewnym sensie uwielbiam ją za wątek z muzyką.
    Pozdrawiam
    Biblioteka Tajemnic

    OdpowiedzUsuń
  23. Tej książki jeszcze nie czytałam, ale już kilka mam za sobą od tej autorki. Ta wciąż przede mną. :D
    Zaliczeń milion i brak czasu na cokolwiek. Skąd ja to znam xd
    Jools and her books

    OdpowiedzUsuń

Czytelniku! Pięknie dziś wyglądasz, mam nadzieję, że masz dobry dzień! ;-) Pozostaw po sobie ślad w postaci komentarza - będzie mi bardzo miło poznać Twoją opinię.

Jeśli mogę tylko prosić - nie rób z komentarzy śmietnika. To nie miejsce na darmową reklamę. Spam będzie usuwany.