sobota, 24 maja 2014

Trzy metry nad niebem -konfrontacja: książka vs film



Trzy metry nad niebem. Tre metri sopra il cielo. Tres metros sobre el cielo. Myślę, że tego tytułu nie trzeba przedstawiać nikomu. Zarówno książka, jak i jej ekranizacje opanowały cały świat, a historia Babi i Stepa (Hache w hiszpańskiej wersji filmu) wzruszyła do łez miliony ludzi z różnych części świata. Ja również do tych osób należę. Krótko po premierze hiszpańskiej wersji 3MSC wpadłam na piosenkę Doriana -La tormenta de arena, gdzie w teledysku ktoś dodał fragmenty filmu. Zaciekawiły mnie do tego stopnia, że bardzo szybko zabrałam się do oglądania samego filmu. I tak zaczęła się moja historia z Trzema metrami... Potem przyszedł czas na książkę, a potem dowiedziałam się o włoskiej ekranizacji. Przyznam szczerze, że włoskiej wersji nie widziałam w całości, więc nie czuję się kompetentna, by ją oceniać, dlatego też w dzisiejszej konfrontacji weźmie udział książka i jedynie jej hiszpańska ekranizacja. Zapraszam do czytania!


FILM
Zacznijmy od filmu, bo wydaje mi się, że większość Polaków uwielbiających tę historię zaczynało właśnie od filmu, a dopiero potem trafiało na książkę. Tres metros sobre el cielo jest historią, jakich wiele -dziewczyna z dobrego domu zakochuje się w złym chłopcu na motorze. Przeżywają swoją pierwszą miłość. Poznają jej słodki smak, ale także i gorzki smak łez i trudności, jakie stają im na drodze. Od początku wiemy, że będzie to trudna znajomość. Już od pierwszych scen zauważamy, że między bohaterami iskrzy, chociaż początkowo Babi zdaje się opierać i bronić przed swoimi uczuciami.
Muszę przyznać, że reżyser odwalił kawał dobrej roboty, gdyż film, mimo schematycznej fabuły, ma niesamowity klimat, który odczuwamy już od pierwszych minut. Zaczynamy śledzić losy bohaterów, wybierać swoich ulubieńców, kibicować im. Śmiejemy się, wzruszamy, płaczemy. Przyznam, że za każdym razem, kiedy sięgam po 3MSC, muszę zaopatrzyć się w chusteczki -ta historia chyba nigdy mi się nie znudzi.
Babi -dziewczyna z dobrego domu, z dobrymi manierami. Wydaje się, że początkowo gardzi Hache, uznając go za ordynarnego, jednak jeśli się przyjrzymy (czytaj: jeśli oglądasz ten film po raz milionowy i zaczynasz zwracać uwagę nawet na najmniejsze szczegóły), możemy dostrzec ten błysk w jej oku, kiedy spogląda na naszego bad boya. Maria Valverde idealnie pasuje do roli Babi. Dziewczyna w szkolnym mundurku, z niewinnym uśmiechem, może nawet nieco naiwna, chociaż dzięki jej znajomości z Hache mamy okazję zobaczyć, że jednak ma charakterek, a także możemy skłonić się ku przekonaniu, że odziedziczyła kilka cech po swojej matce.
Hache -niegrzeczny chłopak na motorze i w skórzanej kurtce. Tak naprawdę tylko na zewnątrz jest taki pewny siebie i twardy -jego serce jest wrażliwe i cały czas cierpi przez wspomnienia, które go prześladują. Czy koło Babi odnajdzie wreszcie swój spokój? W roli Hache możemy zobaczyć przystojnego Mario Casasa, na którego widok, niejednej z nas szybciej bije serce. Dobrze zbudowany, wprost stworzony do skórzanej kurtki i motoru -jest idealnym materiałem na naszego hero.
Poza głównymi bohaterami, mamy wiele postaci drugoplanowych, które wiele wnoszą. Katina i Pollo to postacie bardzo energiczne i są prawdziwie oddanymi przyjaciółmi naszych bohaterów. Także ich związkowi szczerze kibicujemy, bo chociaż to nieco szaleni bohaterowie, to jednak od razu zdobywają naszą sympatię.  Zaś Mara, chociaż wydaje nam się czarnym charakterem, to jednak potrafimy jej współczuć -najprawdopodobniej i ona przeżyła swoją pierwszą miłość -niestety nieszczęśliwą.
Trzy metry nad niebem to film o pierwszej miłości, o przyjaźni, o szaleństwach, które robimy w młodości, a także o konsekwencjach, bólu i smutku, gdyż na wszystko i wszystkich kiedyś przyjdzie czas. Może dlatego ten film jest nam tak bliski. 
W 3MSC uwielbiam narrację. Przez to film wydaje się być istnym cytatem. Czuje się ten specyficzny klimat i wyobraża, że są to cytaty z książki, a potem szybko chcemy po nią sięgnąć, by sprawdzić, czy mieliśmy rację.

Trailer dla tych, którzy jeszcze filmu nie widzieli.


 KSIĄŻKA

Będąc w wielkim zachwycie nad filmem, sięgnęłam po książkę pana Federico Moccii. Miałam nadzieję na ten sam niesamowity klimat, jaki otrzymałam w filmie. Myślałam również, że książka może okazać się jeszcze lepsza niż film -w końcu rzadko ekranizacja dorównuje książkowemu pierwowzorowi. Jednak muszę przyznać, że trochę się zawiodłam. Film był o wiele bardziej subtelnie zrobiony. W książce mamy pełno wulgaryzmów i miałam wrażenie, że jest ich trochę za dużo. Sądzę też, że w filmie nieco ugładzili poczynania bohaterów, za co w pewnym sensie im dziękuję. Na początku nie widzimy też nigdzie tego klimatu z filmu, tych cytatów itd. Dopiero wraz z biegiem czytania zaczynamy wciągać się i w tą historię i odkrywać, że kilka wątków w filmie zostało całkowicie zmienionych, a kilka rzeczy niedopowiedzianych. I właśnie w tym momencie książka przychodzi nam z pomocą, gdyż dzięki niej możemy poznać tą historię dokładniej, czasami z trochę innej strony. Dlatego nie stawiałabym książki na przegranej pozycji. Chociaż nie zachwyciła mnie aż tak bardzo jak film, to jednak nie żałuję, że ją przeczytałam. Czasami zastanawiam się, jakie byłyby moje wrażenia, gdybym najpierw przeczytała książkę, a dopiero potem sięgnęła po film. Ciekawe, czy wtedy moje odczucia byłyby takie same.
Muszę przyznać, że książka też mnie wzruszyła. Może nie w takim stopniu jak film, ale jednak. Świetne cytaty także się znajdą.
"Powoli motor zakręca. Pora wracać do domu. Pora znowu zacząć, spokojnie, bez szarpania motoru. Bez niepotrzebnych myśli. Z jednym pytaniem. Czy wrócę kiedyś na to miejsce tak trudno dostępne. Tam, gdzie wszystko wydaje się piękniejsze. I w tej samej chwili, w której sobie to pytanie zadaję, już znam odpowiedź."
  W książce mamy też trochę bardziej rozbudowane wątki innych bohaterów. Autor nie skupia się jedynie na Babi i Stepie. I dzięki temu poznajemy historię lepiej, zaczynamy patrzeć na niektórych bohaterów trochę inaczej. Mam tylko wrażenie, że w książce Babi irytuje nas o wiele bardziej, niż w filmie, ale może to tylko moje odczucie. Momentami naprawdę wydawało się, że zachowuje się jak rozpieszczona, nieznośna dziewczynka.

Autor książki w czasie całego utworu żongluje retrospekcjami i wspomnieniami bohaterów. I muszę przyznać, że robi to zgrabnie, przez co przejścia między fragmentami są płynne.
Podsumowując cały utwór, sądzę, że może nie zaczyna się jakoś spektakularnie, bo niestety moje początki z tą książką nieco mnie zniechęcały do skończenia lektury, gdyż między tym, co serwuje nam film, a tym, co otrzymujemy w książce istnieje jakaś przepaść, która dopiero z biegiem czytania nieco się zmniejsza, to jednak cieszę się, że nie przerwałam czytania w trakcie, bo książka rozkręca się i potem czytamy już z większym zaciekawieniem.

W SKRÓCIE

FILM -PLUSY 
  • niesamowity klimat i multum emocji
  • dobra obsada, zwłaszcza Mario Casas jako Hache ;)
  • świetna ścieżka dźwiękowa
  • subtelne przedstawienie historii
  • narracja prowadzona przez Hache
FILM -MINUSY
  • brak wyjaśnień do niektórych scen (np. dlaczego Babi była zła na Chico)
  • spłycenie pobocznych wątków, które były bardziej rozbudowane w książce



KSIĄŻKA -PLUSY
  • bardziej rozbudowane wątki poboczne
  • dostajemy więcej informacji o bohaterach i różnych sytuacjach, które w filmie są pokazane tylko częściowo, bez dokładnych wyjaśnień
  • świetne cytaty (gdy już się ich dopatrzymy)
KSIĄŻKA -MINUSY
  • zbyt dużo wulgaryzmów
  • nieco ordynarne zachowania bohaterów (zwłaszcza z Hache zrobili w pewnym stopniu chama)
  • brak tego klimatu, który był w filmie


Jak widać, bardziej podobał mi się film i muszę przyznać, że to jeden z nielicznych przypadków, kiedy sądzę, że film był lepszy niż książka. Jednocześnie, nie uważam, że książka była zła. Warto ją przeczytać, więc jeśli komuś z Was, podobał się film, a jeszcze nie czytaliście książki, to śmiało możecie po nią sięgnąć (w drugą stronę to również działa, tzn. jeśli jeszcze nie widzieliście filmu, a lubicie książkę).

A jakie jest Wasze zdanie? Czytaliście książkę, oglądaliście film? A może jedno i drugie? A może po raz pierwszy słyszycie o 3MSC
Macie podobną opinię do mojej? Zupełnie inną? Dajcie znać w komentarzach!

4 komentarze:

  1. Z zainteresowaniem przeczytałam ten post, ponieważ niedawno mojej przyjaciółce udało się namówić mnie na film :) Wcześniej obił mi się o uszy tytuł i rzeczywiście sporo osób jest pod wrażeniem tej (filmowej) historii. Owszem, mnie to wszystko zainteresowała (zwłaszcza Mario Casasa :P), ale nie wzruszył, ani specjalnie nie zachwycił. Ja to jednak mam twarde serducho, więc też nie wszystko mnie rusza ;D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja to zawsze płaczę na filmach,to się nawet nie dziwię, że tak się zawsze na 3MSC spłaczę. ;) Ale druga część (jeśli chodzi o film, bo książkę zostawiłam w tamtym roku w połowie i nie miałam jak wrócić, a potem jakoś poszło... muszę w te wakacje skończyć czytać) już tak nie zachwyca niestety. Aż się boję, co będzie z trzecią częścią, bo podobno ma powstać równolegle z trzecią częścią książki... A wszystko przez to, że fani wprost domagają się jakiegoś zakończenia tej historii, tj. czy Hache i Babi się zejdą. Jak dla mnie to już druga część była dobrym zakończeniem, no ale Mario Casasa nie pogardzę pooglądać, więc czekam i ja na tą trzecią część. ;)

      Usuń
  2. A jak skonczyla sie ksiazka?

    OdpowiedzUsuń
  3. Mi się bardziej podobała wersja włoska ze Scammarcio w roli głównej. Podobno Moccia napisał bądź tworzy trzecią część i marzy o jej ponownej adaptacji, ale są małe szanse, że hiszpańscy aktorzy się na to zgodzą.

    OdpowiedzUsuń

Czytelniku! Pięknie dziś wyglądasz, mam nadzieję, że masz dobry dzień! ;-) Pozostaw po sobie ślad w postaci komentarza - będzie mi bardzo miło poznać Twoją opinię.

Jeśli mogę tylko prosić - nie rób z komentarzy śmietnika. To nie miejsce na darmową reklamę. Spam będzie usuwany.