piątek, 27 czerwca 2014

Gwiazd naszych wina, czyli nasza mała nieskończoność (książka vs film)

Gwiazd naszych wina -The fault in our stars

Hazel Grace Lancaster -nastolatka chora na raka, której życie zostało przedłużone dzięki cudownemu lekarstwu i Augustus Waters -chłopak, który w bitwie z rakiem przegrał nogę. Gwiazd naszych wina to opowieść o ich małej nieskończoności i bitwach, jakie staczali z rakiem -niektórych wygranych, a niektórych przegranych. Jednak ich wojna z rakiem nadal trwa. Jaki będzie ostateczny wynik? Czy ich miłość zwycięży nawet chorobę?

"Wydawało się, że to było całe wieki temu, jakbyśmy przeżyli krótką, ale mimo to nieskończoną wieczność. Niektóre wieczności są większe niż inne."

Chyba nie muszę Wam przedstawiać pana Johna Greena i jego utworu Gwiazd naszych wina. Stał się on popularny na całym świecie tak bardzo, że powstała nawet ekranizacja tej książki, a w planach są już kolejne ekranizacje utworów tego pisarza. Długo zwlekałam z recenzją tej książki, gdyż chciałam poczekać na film i móc ocenić, czy reżyser i cała ekipa GNW dała radę.
Zapraszam na podwójną recenzję. ;)

KSIĄŻKA

Muszę przyznać, że zabierając się za czytanie, znałam już zakończenie (Kaśka, dzięki za spoiler :P). I najprawdopodobniej to sprawiło, że przepłakałam prawie cały proces czytania tej książki. Ale zacznijmy od początku.

"To tylko nasza, a nie gwiazd naszych wina."

Opowieść jest przedstawiona z perspektywy Hazel, naszej głównej bohaterki, która przez chorobę nie może wieść takiego życia jak jej rówieśnicy. Swój czas spędza na oglądaniu Top Model i czytaniu książek, a może raczej głównie jednej książki, jej ulubionej -Ciosu udręki. Chodzi także na spotkania grupy wsparcia, gdzie ludzie chorzy na raka opowiadają o swoich przeżyciach, obawach. Tam też nasza bohaterka poznaje Gusa. Okazuje się on być przyjacielem Issaca, chłopaka chorego na nowotwór oka, z którym Hazel porozumiewawczo "wzdychała" na spotkaniach grupy wsparcia. I tu rozpoczyna się coś nowego, zarówno dla Hazel, jak i dla Gusa. Rozmowy do późna, wspólne spędzanie czasu, radosne uczucia. I chociaż ich największy wróg -rak, nie śpi, para chociaż na chwilę może pomyśleć o czymś innym niż ból.
John Green przygotował dla nas utwór, który ujmuje nas nie tylko swoim pięknem, ale także prostotą i realnością. Choroba nie jest upiększana tam na siłę. Jest przedstawiona realnie -jako brzydki, niszczący potwór, który pożera nie tylko zdrowie fizyczne, ale i psychiczne. Jednocześnie Green daje nam piękne, słodkie chwile, metaforyczne papierosy, momenty zabawne, ale też i całą gamę emocji i wzruszeń.

"-Nie zabijają, dopóki ich nie zapalisz - powiedział, kiedy samochód zatrzymał się przy nas. - A ja nigdy żadnego nie zapaliłem. Widzisz, to metafora: trzymasz w zębach czynnik niosący śmierć, ale nie dajesz mu mocy, by zabijał."

Gwiazd naszych wina to książka, która wzruszyła mnie od początku do końca. Płakałam na niej jak małe dziecko. Mogłabym napisać o tej książce wiele, ale nie chcę narobić spoilerów tym, którzy jeszcze tego utworu nie przeczytali, więc postaram się tylko o małe podsumowanko.

PLUSY:
  • Prostota i realizm ukazanej historii.
  • W świetny sposób wykreowane postacie.
  • Piękne metafory i cytaty.
  • Odpowiednie dawkowane emocji i genialne wyczucie, kiedy ma być zabawnie, a kiedy wzruszająco.
  • WSZYSTKO!

MINUSY:
  • BRAK 
"-Okay -powiedział, gdy minęła cała wieczność. -Może "okay" będzie naszym "zawsze". -Okay -zgodziłam się"
ULUBIONE MOMENTY:
  • Atak szału Issaca w domu Augustusa.
  • Scena z jajkami.
  • "Okay."
  • Gra video i macanie jaskini.
  • Wszystkie momenty, kiedy Gus opowiada o tym, jakie elementy powinna mieć idealna książka.
  • "Moja piękna rodzina. I Gus."
Mogłabym tu wymienić praktycznie całą książkę, ale wybrałam kilka takich najbardziej lubianych przeze mnie momentów tej książki. Jak widać, w większości są one tymi raczej humorystycznymi. Może spodobały mi się najbardziej dlatego, że w tym całym maratonie płaczu, jaki miałam podczas czytania, te momenty sprawiały, że na mojej twarzy pojawiał się uśmiech. Te momenty (oprócz tego czwartego, gdyż nie było go w filmie) stały się też moimi ulubionymi w filmie. ;)
FILM
Książka postawiła wysoką poprzeczkę i bałam się, że ekipa filmu nie udźwignie tej historii, jak to często bywa w ekranizacjach znanych książek. Na szczęście, ze spokojem mogę przyznać, że tym razem tak nie było. Film był piękny. Naprawdę przemyślany i świetnie zagrany. W rolach głównych mogliśmy zobaczyć Shailene Woodley, jako Hazel oraz Ansela Elgorta w roli Augustusa. Można nawet pokusić się o stwierdzenie, że aktorzy nie zagrali, a stali się naszymi bohaterami.
Wielkim plusem dla reżysera jest to, że nie próbował przekręcać tej historii -wszystko jest zgodne z książką. (Bo przecież nic tak nie irytuje, jak totalnie nieumiejętna zmiana historii...) Czasami bohaterowie mówią wręcz cytatami z książki i jest to niesamowite. Od razu czujemy ten klimat i uśmiechamy się do siebie, pamiętając te fragmenty. Dodatkowo, muzyka jest idealnie dobrana do filmu. Szczególnie lubię piosenkę Birdy -Not about angels. Genialnie pasowała do sceny, w której ją umieszczono.

RÓŻNICE MIĘDZY KSIĄŻKĄ A FILMEM
Mimo że jest to bardzo dobre odwzorowanie książki, to jednak są też małe różnice. Zdarzają się one głównie w wyglądzie bohaterów. Augustus w filmie jest blondynem -w książce nim z pewnością nie był. Zaś Issac -tu mamy chyba największą niespodziankę, w książce przedstawiony jest jako chłopiec w okularach z bardzo grubymi szkłami (które w dziwny sposób powiększały jego oczy) i jednym szklanym okiem, a w filmie dostajemy przystojnego chłopaka, o którym bym w życiu nie powiedziała, że ma szklane oko. A potem w ciemnych okularach wygląda może nawet jeszcze lepiej. No, ale to taka dosyć miła niespodzianka. Ogólnie te różnice nie są tak rażące, wiele osób może nawet na nie nie zwrócić uwagi.

POMINIĘTE SCENY
Wiadomo, że gdyby w filmie pojawiły się wszystkie sceny z książki, jedna za drugą, film trwałby o wiele dłużej i mógłby stać się nużący, więc niektóre sceny nie znalazły się w filmie. Oto te, które udało mi się wyłapać.
  • Brak jest mowy o koleżance Hazel -Kaitlyn. W książce mieliśmy opis ich spotkania.
  • Brak wątku Caroline Mathers.
  • Spłycenie wątku huśtawki.
  • Brak sceny z grą video i macaniem jaskini (jak można było to pominąć?!)
Tak, wiem -te sceny nie wniosłyby niczego nowego, więc nie winię reżysera, że je pominął. Just sayin'. Widać, że reżyser chciał się skupić głównie tylko na tej dwójce bohaterów i ich relacjach. I nie mam mu tego za złe.

OGÓLNE PORÓWNANIE KSIĄŻKA VS. FILM
Sądzę, iż film zdecydowanie dorównuje książce i historia ta jest piękna i warta poznania, zarówno w postaci książki, jak i filmu. Książka szybko dołączyła do listy moich ulubionych, a i film zdał egzamin i na pewno jeszcze do niego wrócę. Jednak zdecydowanie polecam najpierw przeczytać książkę, a dopiero potem zabierać się za film. Po przeczytaniu książki będziemy wiedzieli więcej i odbiór filmu będzie milszy. W moim przypadku też był mniej przepłakany, gdyż już wiedziałam co będzie się działo i bardziej zwracałam uwagę na to, jak ładnie poprowadzono akcję w filmie, jak bohaterowie mówią tekstami z książki itd. Przez to na mojej twarzy często pojawiał się uśmiech. Oczywiście bez łez się też nie obyło, ale całe szczęście było ich mniej. Bałam się, że przepłaczę cały film. 
Podsumowując, zdecydowane TAK i dla książki i dla filmu. Jeśli ktoś z Was jeszcze nie czytał, czy też nie oglądał Gwiazd naszych wina, zachęcam gorąco do przeczytania, a potem seansu w kinie. Na pewno się nie zawiedziecie! To tytuł, który jest warty poświęcenia czasu!
A jeśli już znacie GNW, podzielcie się swoją opinią. Jeśli wyłapaliście jeszcze jakieś różnice, pominięte sceny -dajcie znać! 

10 komentarzy:

  1. Idealne opisy i porownania ksiazki z filmem i szczegóły.Mam takie same poglądy , i zgadzam sie z Tobą w 100% co do pominietych scen :D Również polecam najpierw przeczytac ksiązke a potem obejrzeć film :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mi się najbardziej rzucił w oczy brak tej sceny z grą video i jaskinią, bo czekałam na tę scenę. Miałam nadzieję, że pozwoli mi się trochę uśmiechnąć między tymi smutnymi momentami. ;) Pozostałe sceny dopiero potem jakoś tak wpadły mi do głowy, kiedy zaczęłam się nad nimi zastanawiać.

      Usuń
  2. Świetna recenzja!!! Szczerze ci powiem, że na początku gdy usłyszałam o tej książce nie ciągnęło mnie do niej za bardzo z tego powodu, że wszyscy się nią tak zachwycali (nie wiem dla czego, ale jakoś to mnie zniechęca :D). Jednak po przeczytaniu twojej recenzji nie mogę się doczekać lektury książki oraz obejrzenia filmu... Mam nadzieję, że ja również będę nimi zachwycona :D
    Pozdrawiam
    Zapraszam do mnie http://magicfrozenworld.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przyznam Ci, że i ja tak mam -im bardziej książka jest wychwalana, tym bardziej sceptycznie sama do niej podchodzę. Czasami może to zwiększa moje wymagania co do książki, a czasami może po prostu nie chcę tak iść "za wszystkimi". Jednak w przypadku Gwiazd naszych wina, wszystkie pochwały są całkowicie zasłużone, naprawdę. ;) John Green w ogóle jest dosyć specyficznym autorem. Mam już dwie jego książki za sobą i szykuję się już na następne, bo zdecydowanie ten mężczyzna potrafi zaciekawić czytelnika. ;)

      Usuń
  3. Super film przepłakałam cały teraz czytam książkę i zapowiada się ciekawie. Przed rozpoczęciem czytania oglądałam książkę i zauważyłam różnice : w książce czasami występują zdania, których nie ma w filmie, na końcu książki jest fragment o tym, że Augustus był wybrać miejsce na cmentarzu gdzie będzie pochowany. Pisało jeszcze, że po jego śmierci Hazel była odwiedzić go na cmentarzu :). Bardzo smutny film ale kiedy pierwszy raz go zobaczyłam to byłam zaskoczona jak to przedstawił. Najbardziej poruszyła mnie scena z próby przed pogrzebem Augustusa, kiedy Hazel mówi przemowę. Od momentu kiedy zobaczyłam ten film po raz pierwszy ( a widziałam go już pięć razy ) moim marzeniem się stało spotkać kiedyś Shailene Woodley i Ansela Elgorta i porozmawiać z nimi o tym filmie. Jak znosili te wszystkie emocje i o różnych rzeczach. Chciałabym tak jak filmowa Hazel pisała przez e-mail z Peterem tak ja bym chciała mieć jej e-mail i Ansela i z nimi korespondować i oczywiście wiem że po ich języku. TO JEST MOJE NAJWIĘKSZE MARZENIA ALE SZKODA ŻE NIE MOGĘ SIĘ Z NIĄ SKONTAKTOWAĆ :( GDYBY KTOŚ MÓGŁ MI PODAĆ JEJ E-MAIL CHODŹMY PISAĆ Z JEJ MENAGEREM BYŁO BY JUŻ SUPER CHCIAŁABYM KIEDYŚ Z NIMI POROZMAWIAĆ LUB POPISAĆ MARZĘ O TYM SPOTKANIU !!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zauważyłam jeszcze, że w opisie filmu mówiłaś o piosenkach...zgadzam się z tobą, że piosenka Birdy jest najlepszą piosenką w całym filmie. Mam do wszystkich tutaj pytanie... czy ktoś ma kontakt do Shailene Woodley np. adres e-mail? Jeżeli tak to proszę aby mi go napisać w odpowiedzi :) zależy mi bardzo bo jestem jej fanką, i jeżeli ktoś ma kontakt też z Anselem Elgortem to tez proszę by mi napisał e-mail albo obojętnie co np. adres zamieszkania ( ulice, numer domu, miasto ) e-mail..itd

      Usuń
  4. Aha i jeszcze przypomniało mi się, że w tej książce i filmie były też radosne chwile i momenty. Jeszcze raz mówię super książka :) . Polecam!
    Chciałabym mieć przynajmniej adres Shailene żeby napisać jej list :) ale to raczej nie możliwe ale muszę wierzyć że moje marzenie kiedyś się spełni!!

    OdpowiedzUsuń
  5. Jak dla mnie wszystko było naprawdę genialne. Co do ważnych pominiętych rzeczy to fakt, że filmowy Gus nie ma błękitnych oczu... Albo to pominąłam, ale według mnie zarówno książka jak i film powala na kolana. Czuję niedosyt i to ogromny.

    OdpowiedzUsuń

Czytelniku! Pięknie dziś wyglądasz, mam nadzieję, że masz dobry dzień! ;-) Pozostaw po sobie ślad w postaci komentarza - będzie mi bardzo miło poznać Twoją opinię.

Jeśli mogę tylko prosić - nie rób z komentarzy śmietnika. To nie miejsce na darmową reklamę. Spam będzie usuwany.