niedziela, 19 marca 2017

O tym, jakie cuda potrafi zdziałać promocja słów kilka

Reklamy widzimy codziennie. W telewizji, gazetach, radiu, Internecie, na ulicach. Jedne przemawiają do nas bardziej, inne mniej. Jednak trzeba przyznać, że niektóre kampanie promocyjne to naprawdę mistrzostwa i szum wokół danego produktu utrzymuje się bardzo długo, skutkując dobrymi wynikami sprzedażowymi. Zdarza się jednak bardzo często, że kampanie te oparte są na błędnych skojarzeniach czy kłamstwach i przez to tym większe jest nasze późniejsze rozczarowanie, bądź wzburzenie. Dziś więc przybliżę Wam kilka takich przykładów. Możecie się z nimi zgadzać, lub nie, ale bardzo ciekawi mnie Wasza opinia w tym temacie.
Zapraszam do rozwinięcia!


1. DZIEWCZYNA Z POCIĄGU, czyli bestseller, który okazał się klapą
Kto nie słyszał o Dziewczynie z pociągu? Ta książka swego czasu była wszędzie. Każdy o niej mówił, każdy ją czytał i niestety, ale spora grupa czytelników potem też nie kryła rozczarowania. Z okładki krzyczały wielkie słowa o ogromnych osiągnięciach, książkę polecały wielkie osobistości ze świata literatury, powstała ekranizacja. Jednak, widząc po Waszych opiniach na blogach, czy też Lubimy czytać, a także po moich prywatnych wrażeniach, gdy kilkukrotnie podchodziłam do lektury przeróżnych fragmentów z książki - wydaje się, że bańka, która narosła wokół tego tytułu pękła, boleśnie ukazując wszystkie wady książki.
U większości pozostał niesmak, ale przyzna chyba każdy - który autor nie chciałby, aby jego książka była tak mocno promowana? Bo promocja to element, który w tym tytule był zdecydowanie najlepszy.

2. JAK POWIETRZE, czyli "pierwsze polskie New Adult", które wcale nie było takie pierwsze
Książka odniosła spory sukces, choć nie zabrakło i głosów krytyki, jednak o treści pisała nie będę, gdyż nie mogę poddawać ocenie czegoś, czego nie przeczytałam. Chciałabym jednak zwrócić uwagę na to, w jaki sposób była ona promowana, czyli głośny i kontrowersyjny blurb, krzyczący, że książka ta jest pierwszą z nurtu New Adult polskiego autorstwa. Przykro mi bardzo, ale w Polsce książki New Adult powstawały jeszcze zanim wymyślono to określenie, więc coś tu nie gra. Mnie tym nie kupili, ale jednak wiele osób pobiegło do sklepów, mając w głowie Colleen Hoover, która specjalizuje się w YA i NA. Najwidoczniej promocja się udała, szkoda tylko, że zbudowana na wyolbrzymieniach i lekkim kłamstwie.

3. SZTUKA KOCHANIA, czyli drugie życie seks-poradnika Michaliny Wisłockiej
To teraz najświeższa sprawa. Ze względu na film o życiu pani Wisłockiej, pojawił się dodruk jej kontrowersyjnej w dawnych czasach książki. I tutaj chyba ta promocja była nieco nieświadoma, bo o dziwo spotkałam się z przekonaniem, że jest ona erotykiem, drugim Greyem, książką o życiu autorki i tym podobne. A to przecież książka edukacyjna. Napisana dość nietypowo, ale jednak to swego rodzaju podręcznik, poradnik. Chyba z tego szaleństwa filmem i przez powielenie tytułu książki w nazwie filmu niektórzy uznali, że jest on ekranizacją właśnie tej powieści i dlatego nabyli samą książkę. Jakież będzie ich zdziwienie, kiedy w końcu postanowią ją przeczytać! ;-)

4. POLECANKI NA OKŁADKACH, czyli czy ten pan, lub pani, w ogóle tę książkę przeczytali?
Przy opiniach blogerów na okładkach mamy pewność, że książka została przeczytana i opinia danej osoby jest zgodna z jej odczuciami, bo często kojarzymy te osoby, ich blogi i wiemy, że za bardzo cenią sobie markę, na której wyrobienie ciężko pracowali, by bawić się w jakieś fałszywe polecanki. Jednak sprawa często wydaje mi się mieć inaczej, jeśli chodzi o rekomendacje celebrytów. Niejednokrotnie czytałam już dziwne teksty, podające takie cechy książki, że mam wrażenie, że czytaliśmy coś zupełnie innego. Książka o dziewczynie, która zmaga się z problemami z akceptacją, a jakaś serialowa aktorka nazywa ją "sexy", no serio? To tylko jeden z takich przykładów. Wiadomo, każdy może mieć inne odczucia po przeczytaniu i jednak dany celebryta mógł faktycznie tę książkę przeczytać, ale trochę to bywa momentami podejrzane, nie sądzicie? 

5. MIŁOŚĆ, MIŁOŚĆ WSZĘDZIE!
Pomyślcie przez chwilę, ile jest filmów, czy książek, które mają w tytule któreś z tych słów: miłość, serce, zakochanie. Całe multum, prawda? Jednak jeśli dany utwór faktycznie jest o miłości, nic się nie dzieje, wszystko się zgadza, ale co jeśli dany tytuł z miłością zupełnie nie ma nic wspólnego? Przykład? Chak De! India - ten indyjski film opowiada o drużynie kobiecej hokeju na trawie, którą trenuje dawny zawodnik z reprezentacji Indii, dawniej fałszywie zamieszany w konspiracje z drużyną Pakistanu. Typowy film sportowy. Żadnej miłości, żadnego romansu. A zgadnijcie, jak promowany był, gdy pojawił się jako gazetowy dodatek w jednym z magazynów dla kobiet? No właśnie, jako historia o MIŁOŚCI i sporcie. Brawo, przez taką promocję ludzie dalej myślą, że Szaruczek tylko romansuje. ;-D

Co sądzicie o takich metodach promocji? Czy jesteście im przeciwni, czy zupełnie je ignorujecie? A może już w ogóle nie zwracacie uwagi na hasła promocyjne, bo wiecie, że pełne są wyolbrzymień?
Dajcie znać w komentarzach! ;-)

78 komentarzy:

  1. Jeśli chodzi o "Dziewczynę z pociągu" (której nadal nie znam), to muszę Ci powiedzieć, że bardzo, bardzo dużo osób myślało, że tę powieść napisał Stephen King :P Pracowałam wtedy w księgarni, więc spotkałam się z tym osobiście. Tak działa znane nazwisko na okładce. Z pewnością masz rację z "polecajkami" celebrytów - czasem wydają się one zupełnie nie na miejscu, jakby tekst został napisany tylko po to, by zachęcić potencjalnego czytelnika. Podobnie bywa z blurbami, które opisują zdarzenia marginalne lub takie, które pojawiają się dopiero w późniejszej części książki.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Blurby często wprowadzają albo w błąd, albo zdradzają zdecydowanie za dużo. No ale czymś trzeba się sugerować przed wyborem, lepiej blurbem niż okładka :D

      Usuń
    2. O proszę, o tym myleniu autorki z Kingiem to nie słyszałam. :D
      A ja tam wolę chyba się sugerować okładką. Bardzo rzadko mnie w tej kwestii zawiedzie intuicja. :D

      Usuń
  2. Ja zawsze staram się podejść zdroworozsądkowo. Przyznaję jednak, że niektóre hasła reklamowe kuszą i to bardzo.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Reklama, która nie kusi, to marna reklama :)

      Usuń
    2. Fakt, reklama musi kusić. :D Oby tylko była zbudowana na solidnych podstawach. :D

      Usuń
  3. Podzielam Twoją opinię. Promocję robią swoje.. chociaż nie czytałam wyżej wymienionych powieści, to zdecydowanie było o nich głośno, a recenzje już wcale nie były takie pochlebne :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ale przyznam, że też bym chciała mieć takich speców od reklamy, bo szum umieją zrobić i to porządny. ;D

      Usuń
  4. "Dziewczyna z pociągu" to chyba najbardziej przereklamowany tytuł zeszłego roku, podobnie zresztą jak film, który także pozostawia wiele do życzenia. Ja stwierdziłam, że King musi cierpieć na bezsenność, jeśli napisał takiego blurba na okładkę tej książki :P
    Aż się dziwię, że wydawnictwo jakoś delikatnie nie zmieniło lub nie zasugerowało zmiany takiego blurba, po którym ewidentnie widać, że celebryta nie przeczytał danej książki. No cóż, promocja - oto klucz do sukcesu...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mnie też to zdziwiło, ale w sumie przy tej książce już cała promocja była nastawiona na zupełnie inny gatunek niż dana książka reprezentowała, więc tam już po całości coś poszło nie tak. ;/

      Usuń
  5. "Dziewczynę z pociągu" czytałam, przyznam szczerze, że w głównej mierze właśnie dzięki temu medialnemu szumowi wokół niej. I cóż, może nie była najgorsza na świecie, ale też absolutnie (oczywiście moim zdaniem) nie powinna być bestsellerem, bo jest ogrom znacznie lepszych - i niestety mniej promowanych - książek w tym gatunku. O rekomendacji Kinga chyba nie powinnam się wypowiadać, ostatnio widziałam ją na jakiejś książeczce dla dzieci... Normalnie śmiech na sali -_-
    "Jak powietrze" - nie czytałam i raczej nie zamierzam, ale od samego ukazania się tej książki w zapowiedziach szalenie drażniło mnie to "pierwsze polskie New adult"... O ile mi wiadomo to nawet ta sama autorka pisała wcześniej książki, które były i wydawane, i zaliczały się do new adult. Także tak, nie ma to jak lecieć na kłamstwach od samego początku.
    Troszkę śmieszy mnie ten szał na "Sztukę kochania" :D Wydaje mi się, że jest to już lekko przestarzały poradnik, a ludzie rzucają się na niego jak kot na mysz, bo "przecież jest film" :D
    Jeśli chodzi o polecajki na okładkach - w zasadzie ufam tylko znanym i lubianym przez siebie autorom, którzy polecają innych autorów. Ostatnio np. czytałam "Kobietę, która ukradła moje życie" Marian Keyes. Na czwartej okładce znajdowała się krótka, jakże szczera rekomendacja Jojo Moyes (którą bardzo lubię), z którą - po przeczytaniu książki - mogę się w 100% zgodzić ;) Nie daję za to wiary bardzo popularnym vlogerom czy innym celebrytom, bo raczej nie sądzę, by ich polecajki były szczere.


    Pozdrawiam ciepło (a pogoda ostatnio paskudna! :( ),
    Paulina z naksiazki.blogpot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czy ta rekomendacja Kinga na okładce książki dla dzieci dotyczyła książki "Charlie the Choo-Choo"? Bo jeśli tak, to jest w pełni uzasadniona - napisał ją sam King, tylko pod pseudonimem, a całość ma związek z cyklem "Mroczna wieża";)
      Poza tym, King naprawdę poleca dużo książek - warto śledzić jego konto na Twitterze żeby dowiedzieć się, co dobrego przeczytał;)

      Usuń
    2. Mnie ogólnie sam fenomen Kinga nie przekonuje, więc jego polecajkom raczej nie ufam, ale te różne zabiegi z pseudonimami itd już poznałam, więc nic mnie nie zdziwi w jego wykonaniu. ;D

      Usuń
  6. Zgadzam sie z Toba w pelni dlatego jak jzu kupuje to szukam po blogerach stronach i wielu innych :D Co do "znanych" osob nie zwracam uwagi. A najlepiej przez rekomendacje znajmocyh :D Ja mam tak ze w wyniku SZUMU MEDIOW (jakichkolwiek) NIE CZYTAM ksiazki ale zeby nie brzmialo to jak hipokryzja (bo biore ksiazki od wydawnictw ktore sa przeciez promowane na swoj sposob) to przyznam ze chodzi mi o te ksiazki ktorych nie wybieram. Sama wybieram co czytam. Nie lubie lwasnie ksiazek promowanyc hw ten sposob ze sa WSZEDZIE. Blogi? OK. Mini reklama na fanpage wydawnictwa? OK. Ale totalnie wszedzie wszsytko? Sponsorowane, codziennie kilka postow? Na stroanch z ksaizkami? Na ksiegarniach? Dokladnie WSZEDZIE? Od razu wiem ze nie tkne ;) Tak samo filmy. Nie ogaldam nic praktycznie co jest nowe i juz okrzykniete SUKCESEM. Bo to nie mozliwe. Czesto czytam i ogladam nawet po 3-5 latach :) Wtedy nie czuje presji i nacisku. Wiem dziwne xD Ale jzu tak mam. To samo np z ubraniami. Modne? Nie ma bata nie skusze sie i nei bede wygaldac jak idiotka xD Wracajac do polecajek: przeciez tak naprawde moge nikomu nei wierzyc xD kto wie ile za to dostal? :P co do polecajek typu: nr 1 (gdzies tam) aha..... dziek iza niszczenie okladki glupim tesktem. Co mnie ON? liczy sie w srodku a nie reklama. Ma mnei zachwycic okladka i tylny tekst a nie glupie new york times. A co mnie on OBCHODZI? Filmy maja to samo. Dlatego czesto wielu nei ogladam. Co do "sztuki kochania" takie rzeczy sa coraz czesciej spotykane a ludzie nadal sie nabieraja bo... nawet nie otworzyli i nie popatrzyli co w srodku ^^ Mega post czekam an wiecej ale sie rozgadalam xD pozdrawiam i zparaszam! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A ja właśnie czasami lubię po takie głośne tytuły sięgnąć od razu i wyrobić sobie własną opinię, chociaż zdarzają się też takie twory, które nawet wielką promocją i zachwytami z każdej strony nie przyciągną mnie do lektury.

      Usuń
    2. wiem ze sa rozni ludzie irozne gusta :D ale ja tak mam od zawsze ze daleko od wielkich ach i och bo njazwyczajniej konczy ise tym ze mnei to nudzi filmy seriale jak i ksiazki :D dlatego przeczekam poczytam a potem sama sie zbaiore :D

      Usuń
  7. W pełni się zgadzam :) Wszystko zależy od odpowiedniej promocji... Pierwszych trzech książek nie czytałam i szczerze powiedziawszy nie zamierzam :) Z celebrytami się mam podobne zdanie i też często zastanawiam się czy czytałam przypadkiem tą samą książkę co rzekoma osoba. Albo inny trik to promowanie mało znanego autora tym bardzo znanym. Przykładem może być fakt, że załóżmy jest sobie książka "x" nikt nigdy nie słyszał o jej autorze, choć ma już wydanych parę książek i nagle na okładce jest rekomendacja załóżmy Sarah J.Maas (o dziwo właśnie najczęściej z nią się spotykam) i książka ,,x" do tej pory nieznana, staje się jedną z najbardziej popularnych, bo na okładce są dwa słowa od innej bardzo znanej autorki. Nie lubię tego triku, ale wiem, że dużo fanów czy zwykłych osób leci do księgarni, bo skoro ich ulubiona autorka to poleca to czemu by nie przeczytać? Ogółem nie mam nic przeciwko, ale jeżeli na każdej książce jest kurczę ten sam autor, to coś jest chyba nie tak, prawda?
    Ja staram się nie zwracać uwagi na hasła reklamowe, wiadomo nie zawsze się da, ale jednak... Rozumiem promocję książek, okay, ale gdy ta książka zaczyna mnie prześladować naprawę wszędzie to jakoś nie mam ochoty jej czytać tym bardziej im jej więcej wszędzie (nie wiem czy to ma jakikolwiek sens, bo w mojej głowie brzmi to nieco logiczniej, no ale...)

    Pozdrawiam, Jabłuszkooo ♥
    Szelest Stron

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Z tymi polecajkami, to widać po nich często, kto się z kim kumpluje w tym literackim światku. ;D Albo po podziękowaniach. Okazuje się, że są grupki pisarek, które się ze sobą przyjaźnią i nawet piszą książki w podobnych klimatach i konsultują je ze sobą. :D To co, potem się nie poleci takiej książki, skoro się pomagało w jej powstaniu? :D

      Usuń
  8. Reklama ma wielką moc. Przekonam się o tym wielokrotnie. Szkoda tylko, że nie zawsze odzwierciedla faktycznego stanu rzeczy.

    OdpowiedzUsuń
  9. A Chak De! India to czasem nie historia o hokeju na trawie? Zresztą, jak można film o sporcie reklamować jako film o miłości. Tragedia. Szczerze, cieszę się, że nie zwracam dużej uwagi na reklamy. Marketing w końcu czegoś mnie nauczył, nie zawsze jest tak jak reklamują. Najlepiej samemu pomyśleć, czy coś nas przyciąga czy nie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ale gafę walnęłam! Dzięki za czujność, już poprawiam! ;) To wszystko przez to, że nie za bardzo się znam na sporcie. :D

      Usuń
  10. Odnośnie drugiego punktu - tak niestety działa. Ludzie nie mają bladego pojęcia o tym, co się wokół nich dzieje i jak nagle wielka promocja się pojawia, krzycząc, że to trendi i dżezi i w ogóle to ludzie się rzucają. Wszyscy stają się specami i uważają, że to absolutne must have i że w ogóle marketing wie co mówi. A garstka ludzi, którzy w temacie siedzą od wielu lat i się interesują (nieważne czy to książki, czy dowolna inna dziedzina) mogą jedynie zacisnąć zęby. Sami wiedzą, że ta marketingowa papka to wierutna bzdura, ale w końcu "muchy lecą do kupy, miliony się nie mogą mylić, kupa musi być dobra". :) Oczywiście "kupa" w tym przypadku to nie porównanie, a jedynie całość powiedzenia. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No niestety. ;/ A potem mamy wysyp "polskiego pierwszego X" i pozostaje tylko wywracać oczami na takie "cuda". ;/

      Usuń
  11. To jest świetny post - zgadzam się w 100%!! Przereklamowanych pozycji, takich jak nieszczęsna "Dziewczyna z pociągu" jest niestety bardzo BARDZO dużo na rynku. Do moich, zupełnie prywatnych, czołowych rozczarowań należało "Fatum i furia" i "Niezgoda", ale prawdę mówiąc w zeszłym roku nacięłam się tak na naprawdę wielu książkach.
    Jeśli chodzi o celebrytów (o których opiniach mam identyczne wrażenie do tego, które opisałaś), to niestety do tej grupy dopisałabym także pisarzy piszących o książkach kolegów z branży. Nie wiem co to się ostatnio dzieje, ale coraz częściej np. zamiast opinii o książce czytam opinię o autorze, a gdy już dostaję opinię o książce to... No cóż. Często nawet nie wiem co mam z nią zrobić, bo albo tak jak pisałaś - nie czytaliśmy tej samej książki, albo co bardziej prawdopodobne czytam koleżeńską laurkę zamiast szczerej oceny, w dodatku laurkę mającą na celu wyłącznie podniesienie sprzedaży, bezsensowną, niemerytoryczną i nic nie wnoszącą. Uwielbiam też takie łańcuszki - o książce ABC "najlepsza książka autora XYZ", o książce XYZ "najlepsza książka autora PRS" i tak bez końca. "Sztuka kochania" to świetny chwyt marketingowy, bo rzeczywiście książka i film to dwie zupełnie różne fabuły i można się potężnie zdziwić. :)
    Niestety - ostatnio marketing poważnie zajął się rynkiem książki i nie jestem przekonana czy to mnie cieszy, zwłaszcza, że promowane są głównie nowości i ekranizacje, a np. wspaniałe książki w nowej oprawie, albo wznowienia już niekoniecznie, a skądinąd wiem, że i na te towary byłby popyt. Mało kto słyszał np. o pięknym nowym wydaniu "Imienia róży", a wśród moich najbliższych znajomych, którym o nim opowiedziałam, kupiły je cztery osoby, które "zawsze o takim marzyły, ale nie siedzą na co dzień w temacie i nie miały pojęcia, że takie cudo istnieje!".
    Drażni mnie jeszcze jedna rzecz - taka promocja ostatnio sprawia, że często reklamowany obiekt mi po prostu brzydnie. W jednym czasie na wszystkich portalach, na wszystkich blogach, w reklamach, w księgarniach i stacjonarnych, i internetowych, wszędzie widzę jakąś książkę. Śmichy chichy, ale czasami naprawdę powiedzenie, że wkrótce coś wyskoczy Ci z lodówki nie jest już takie zabawne... Tak było z "Dziewczyną z pociągu", ale też np. z "Czerwoną królową" czy "Szklanym tronem". Jeśli chodzi o "Szklany tron" to bardzo tego żałuję, bo potężnie mi go obrzydzono, a po wielu miesiącach gdy zaczęłam czytać, doszłam do wniosku, że szkoda, że tyle zwlekałam, bo to świetna seria. Ale cóż, prawa komercyjnego świata.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Fakt, czasami nieźle mogą obrzydzić dany tytuł, a potem okazuje się, że to akurat ten nieliczny przykład, gdzie szum wokół książki był zasadny i jest świetna.

      Usuń
  12. Jak najbardziej się z Tobą zgadzam. Było mi trochę przykro, gdy z blogowych recenzji dowiedziałam się, że "Dziewczyna z pociągu" jest totalną klapą. Czemu? Bo na okładce widniało imię i nazwisko mojego ulubionego pisarza, który tę książkę polecał. Czy przeczytał? Nie wiem. Może tak i mu się spodobała, więc polecił... A może dostał takie wynagrodzenie, że przeczytał a to co szczerze o niej myśli przemilczał. Reklama to reklama. Rządzi się swoimi prawami i często opiera się na kłamstwach mniejszych lub większych. Czy to uczciwe? Wiadomo, że nie. Ale ludzie zrobią wszystko chcąc sprzedać swój produkt. Ja nigdy nie kieruję się okładkowymi napisami. Co z tego, że książkę poleca mój ulubiony pisarz, ulubiona blogerka czy ktoś inny. Wolę poczekać, aż pojawią się recenzje na blogach a wtedy sprawdzam o czym jest książka i opinie na jej temat. Jeżeli mi się spodoba to kupuję lub wypożyczam.
    Bardzo fajny post :)
    Pozdrawiam! Dolina Książek

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Może King się kumpluje z autorką, bo takie koleżeńskie polecanki są coraz modniejsze w literackich kręgach. ;/

      Usuń
  13. No cóż, bestseller nie jest równoznaczny z dobrą książką, a często ludzie sięgają po takie kwiatuszki a potem są zawiedzeni. Nie powiem, ja też byłam rozczarowana Dziewczyną z pociągu. No bo do cholery, King ją promuje na okładce, a opis mówi, że to thriller. Śmiechu warte. Do tej pory się zastanawiam, ile zapłacili Kingowi za blurba.

    Pozdrawiam
    toreador-nottoread.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja tam za Kingiem nie przepadam, więc nie ruszyły mnie jego polecanki. ;)

      Usuń
  14. Bardzo fajny temat do poruszenia w poście! "Dziewczyny z pociągu" nie czytałam, bo jakoś mnie nie ruszała i wychodzi na to, że dobrze zrobiłam. Jak to się dzieje, że czasem gorsze książki mają lepszą reklamę od tych świetnych?! Boli mnie to!
    Dokładnie, mnie też irytowało to, że przy "Jak powietrze" okrzyknięto książkę pierwszą z gatunku New Adult! No, po prostu śmiać mi się chciało ;____;
    Rzeczywiście, ze "Sztuką kochania" to się wydawcom udało haha :D.
    Promocja nie jest zła, ale jedynie wtedy, kiedy nie oszukuje się ludzi! Trzeba mieć oczy dookoła głowy >D!
    #SadisticWriter

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mnie jeszcze bardziej od tego blurba zdenerwowała postawa autorki, która zaczęła się czepiać osób, które zwracały jej na to uwagę. Zrobiła się ogólnie niemiła sytuacja i przez nią odechciało mi się w ogóle sięgać po książkę. ;/

      Usuń
  15. Cuda, to bardzo dobre słowo... "Dziewczyna z pociągu" zarówno książka jak i film - bez szału... Natomiast dla mnie największą klapą były książki Stiega Larssona, które był promowane na szeroką skalę, a mnie nie zachwyciły...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A fakt, i ja wiele o nich słyszałam, głównie zachwytów, ale mnie jakoś nigdy do nich nie ciągnęło, więc nie mam jak odnieść się do treści.

      Usuń
  16. Wiele książek jest mocno przereklamowanych. Marketing robi swoje i często przekłamuje się rzeczywistość. Dlatego ja zazwyczaj uciekam od takich powieści i czytam je gdzieś pod koniec całej tej burzy pozytywnych promocji, żeby obiektywnie spojrzeć na treść.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam podobnie. Im bardziej jakaś książka jest wypromowana, tym bardziej podejrzliwie na nią patrzę. I Czekam.

      Usuń
    2. A u mnie jest różnie. Jeśli książka i bez reklamy mnie zaciekawi, to sięgam i nie patrzę na szum wokół niej. A znowu jeśli widzę tylko szum, ale fabuła mi nie odpowiada, to nic mnie do niej nie przekona. ;)

      Usuń
  17. "Dziewczynę z pociągu" słuchałam w formie audiobooka i mi lektura naprawdę przypadła do gustu. Jest to jednak tytuł, który otarł się o kilka błędów, a co za tym idzie, zebrał też multum niepochlebnych opinii. Z pewnością ta rola bestsellera jest efektem marketingu, ale tak było, jest i będzie.
    "Sztuka kochania" natomiast sprzedawała się świetnie już dawno temu, a teraz jedynie zyskała drugą i jakże świetlaną młodość :) W porywie świetnego filmu sama zakupiłam sobie egzemplarz :) Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Fenomenu Sztuce kochania nie odbieram, ale przyznam, że ludzie wpadli w szał myląc film z ekranizacją książki, którą zdecydowanie on nie jest. :D

      Usuń
  18. Ha! Trafiła kosa na kamień, bo gdyż jestem na profilu organizacji reklamy i od 3 lat uczą mnie jak wcisnąć naiwnym kit :") masz rację z tą miłością - to są takie słowa klucze, które działają na ludzi. I pal sześć, że książka jest o gwałtach i rozbojach - w sloganie promującym musi być MIŁOŚĆ, PRZYJAŹŃ, HISTORIA PEŁNA NAPIĘCIA I EMOCJI, itepeee itedeee ;) I ludzie to kupują, bo są spragnieni miłości i emocji. Taka smutna prawda :")

    Dziewczyna z pociągu - próbowałam słuchać audiobook, bo audioteka na YT wyrzuciła feagment. Trwa on coś godzinke? Może nawet mniej. A ja zasypiałam kilkakrotnie -.- nie czuje tego, ale ty znowu masz rację - promocje można podawać jako wzór dla innych wydawnictw.
    Cholara jasna jeszcze do reszty chciałam się odnieść ale krew mnie zaleje od pisania na telefonie ://// tu poprzestanę :/
    Buziaki ;*
    A post świetny!
    Q.

    www.doinnego.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj tak, chyba się dowiem, kto stał za promocję tego tytułu i zatrudnię go, kiedy już wymęczę jakieś swoje literackie dziecko. ;D To będzie hit! :D

      Usuń
  19. Podpisuję się pod tym postem! :D
    O "Dziewczynie z pociągu" słyszałam wiele, wiele razy ale to nie moja tematyka i nie przeczytałam, a jak się potem okazało dobrze zrobiłam! Co do tych polecajek różnych znanych autorów itp. to robią swoje. Widzisz nazwisko, dajmy takiego Kinga to od razu chcesz to przeczytać bo on jest taki znany i wgl! A ja też się kiedyś spotkałam z taką opiną, zupełnie nie nawiązującą do treści... I jeszcze ta wszechobecna miłość!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja akurat Kinga nie lubię, ale dałam się kiedyś złapać na polecankę Greena i byłam mega zawiedziona po lekturze. ;/

      Usuń
  20. Z wymienionych czytałam tylko "Dziewczynę z pociągu", więc do tej powieści się odniosę. Kampania na pewno była widoczna, ale moim zdaniem wyrządziła więcej szkody niż pożytku. Książka nie jest słaba, jest przeciętna, ale ja wspominam ją całkiem dobrze, więc wydaje mi się, że gdyby nie te szumne hasła, czytelnicy podeszliby do niej z mniejszymi oczekiwaniami i być może, nie rozczarowaliby się.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Możliwe, w końcu - im więcej reklamy, tym więcej oczekiwań, które łatwo potem zawieść. ;/

      Usuń
  21. Słyszałam o Dziewczynie z Pociągu, ale nie czytałam tej książki ani innej, którą wymieniłaś.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To nawet nie ma czego żałować, bo Dziewczyna... nie okazała się warta tej całej promocji.

      Usuń
  22. Niestety, takie są prawa rynku, towar, aby się sprzedał musi być otoczony promocją. Nie przeszkadzają mi zajawki znanych osób o danej książce, odwołanie do celebrytów czy autorytetów, byleby wszystko odbywało się ze smakiem i w granicach rozsądku. Nie cierpię zaś, kiedy opisy na okładce nie pokrywają się z treścią, wprowadzają w błąd. Natomiast wysoko cenię sobie nietuzinkowe sposoby promocji jakieś publikacji, ciekawe pomysły na jej zaistnienie wśród tysiąca innych, przyznam, że chętnie je podpatruję i ciekawa jestem ich skuteczności. :)
    Bookendorfina

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też lubię różne nietypowe pomysły na promocję lub nawet te powszechne sposoby, ale jeśli są zgodne z prawdą. Nie cierpię, kiedy bazują na kłamstwie i okazuje się, że przykładowo kupiło się książkę, która reklamowana była jako fantastyka, a fantastyki tam z lupą trzeba szukać, bo pojawia się tylko jakiś mały elemencik. ;/

      Usuń
  23. W zasadzie mam za sobą jedynie "Sztukę kochania" i popieram Twoją opinię. Chyba niektórym nieco się pomyliło i oczekiwali po tej książce zupełnie czegoś innego. A co do punktu czwartego - mam wrażenie, że niekiedy danej książki nie czyta nawet nikt w wydawnictwie, a przynajmniej robi to po łebkach...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Fakt, bywają i takie kwiatki. Całe szczęście, te wydawnictwa, z którymi miałam przyjemność współpracować, jednak mają osoby, które książkę czytały, bo czasami nawet udaje mi się zamienić parę słów i wymienić opinię o poszczególnych wadach czy zaletach, które ściśle dotyczą fabuły. ;)

      Usuń
  24. Zacznę od tego, że poruszyłaś całkiem fajny temat. I muszę się z tobą w pełni zgodzić. Dobry marketing jest w stanie sprzedać "największy badziew" jaki można stworzyć. Bo ludzie są podatni na opinie i sugestie. Jeśli coś jest promowane z rozmachem, jeśli widzisz reklamę danej książki czy filmu dosłownie na każdym rogu, to zaczynasz się myśleć, ze być może to naprawdę świetna pozycja. Tak było z "Dziewczyną z pociągu". Ja przeczytałam książkę, kiedy szał na nią minął i przyznaję, że nie uznam jej za wybitne dzieło, ale jakimś strasznym gniotem też nie była. Co do pozostałych książek się nie wypowiem, bo nie czytałam, ale zaznaczę, że o nich słyszałam - a więc marketnig zadziałał. Ja jednak raczej rzadko sięgam po coś, co jest promowane w nachalny sposób (np. teraz wszędzie widzę książki Mroza, którego nie czytuję). Mam przekonanie, że jest dużo krzyku o nic.
    Sztuczek marketingowych jest wiele i zapewne łapię sie na wiele, ale większości z nich staram się wystrzegać. Idzie raz lepiej raz gorzej, ale w końcu wszyscy jesteśmy tylko ludźmi i czasem dajemy sie zbałamucić :D
    Pozdrawiam, Kejt_Pe
    Ukryte Miedzy Wersami

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Fakt, teraz jest jakaś Mrozomania i u mnie to akurat zadziałało negatywnie, bo mam wrażenie, że facet zaraz wyskoczy mi z lodówki. No ale wiadomo, ludzie , jak to ludzie, potrafią się załapać na takie kwiatki i potem sobie plujemy w brodę. ;)

      Usuń
  25. Ja lubię ciekawe pomysły na promocję książek, ale nie takie które wprowadzają potencjalnego kupującego w błąd. Czasami mam wrażenie, że taka reklama tylko książce szkodzi, bo na przykład coś, co jest mocno promowane jako thriller okazuje się bardziej powieścią obyczajową/psychologiczną.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Absolutnie się z tym zgadzam! Ile razy promocja była oparta na kłamstwie i błędnym określeniu gatunku, a potem zdziwienie, że ludzie są zawiedzeni. ;/

      Usuń
  26. "Dziewczyny z pociągu" nie czytałam ale film mam w planach. Trochę nie rozumiem fenomenu "Sztuki kochania" bo to już było, tylko nikt przed filmem o niej nie mówił. A teraz czytają ją wszyscy. Zbyt nachalnej promocji nie lubię bo raczej mnie zniechęca niż przyciąga.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Sztuka kochana była ogromnie popularna, ale dawno temu, przy okazji pierwszego wydania i faktycznie, teraz szum zrobił się trochę dziwny, ale właśnie przez film. Naprawdę chciałabym zobaczyć miny tych, którzy kupili książkę jako pierwowzór do filmu, w momencie, kiedy przekonują się, że to coś zupełnie innego. ;D

      Usuń
  27. Do dziewczyny z pociągu ciężko mi się odnieść, gdyż jej nie czytałam choć książkę na półce mam :P) Ale faktem jest, że opinie w większości widziałam negatywne. Moje dwie znajome również czytały i jedna mówi, że całkiem fajna, a druga kilka razy się do tego zabierała i mówi, że to dziwne jest. tak, że ten...
    Mnie "Jak powietrze" nie ciekawiło, nie ciekawi i ciekawić nie będzie. Od samego początku cos mi tu śmierdziało, bo przecież właśnie w Polsce były już książki tego typu xD Ale nie ważne, tak czy siak to nie jest gatunek dla mnie, a te reklamy tym bardziej mnie od tego odstraszały :P
    Jak tak gadamy o wnerwiających rzeczach to może nie jest to związane z promocją, ale zaczęło mnie znowu to drażnić, więc muszę się wyżalić xD Dlaczego teraz każda książka ma w tytule "chłopak który..."? To juz się mdłe i nudne zaczyna robić xD W tych czasach można się postarać o bardziej oryginalny tytuł xD Ja już nawet tych chłopaków nie odróżniam.
    Dobra, koniec narzekania xD
    Buziaki :*
    pomiedzy-wersami.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja słyszałam tylko o dwóch "Chłopak który...". I chyba to jakieś tomy są.

      Usuń
    2. Fakt, ostatnio dużo chłopaków, chociaż w różnych kombinacjach. ;D Czasami jest jakiś szał na daną kombinację, czy słowa i pełno się tego robi. To samo z różnymi "dziewczynami" w tytule. :D

      Usuń
  28. O, co do "Dziewczyny z pociągu" to się zgodzę! Na szczęście nie dałam się złapać na ten lep i książki nie czytałam :)
    A co do rekomendacji celebrytów - szkoda w ogóle gadać :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja byłam przez chwilę zaciekawiona, ale potem poczytałam losowe fragmenty i prawie zasnęłam z nudów w Biedronce. ;D

      Usuń
  29. Zaskoczyłaś mnie Chak De! India. Nie wiedziałam o tej promocji. Lubię ten film i choć wolę romantyczniejsze produkcje, to brak miłosnych wątków mi nie przeszkadzał. Co do książek, ,,Dziewczyna z pociągu" czeka na przeczytanie, ale nie spodziewam się dużo. Film również obejrzę. Zaciekawiłaś mnie ,,Jak powietrze". Może być ciekawie :) Pozdrawiam BollywooDagmara <3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O widzisz, czyli nie polecając też można zaciekawić. ;D

      Usuń
  30. Ciężko nie zwracać uwagi na hasła promocyjne, bo częściej bardziej przyciągają wzrok niż sam tytuł filmu, czy książki ;P
    Sama również często padam ofiarą takich małych oszustw. Np. właśnie miałam zamiar przeczytać "Dziewczynę z pociągu", nawet o mało co jej nie kupiłam, ale co innego przyciągnęło moją uwagę. Może w sumie i lepiej :P Okładka jest interesująca, ale chyba książkę sobie jednak daruję ;)
    Co do filmów bolly, to jest całe mnóstwo takich wpadek w polskich wydaniach. Błędy w opisie fabuły, a nawet tłumaczeniu (szczególnie piosenek, tam to czasami tłumacza ponosi wyobraźnia). No i oczywiście te hasła promujące film, który rzekomo jest hiciorem, a jak się coś zerknie na ten temat w innym źródle, to okazuje się, że film był kompletną klapą :/ Trochę kiepsko to świadczy o osobach, które się tą dystrybucją zajmują. Całe szczęście od kilku lat takich wpadek jest coraz mniej :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ojj tak, te gazetówki, które niby były hitami, a tak naprawdę w większości kupiono prawa do tłumaczenia najgorszych filmów, jakie się dało, bo tylko to, poza klasykami, było tanie. XD Albo słynny Hrithik ROSJAN na okładce jakiejś gazetówki. XD

      Usuń
  31. mnie to, że widzę książkę wszędzie, bardzo do niej zniechęca :D z wymienionych książek ewentualnie mogłabym sięgnąć po seks poradnik XD mnie najbardziej przyciąga ciekawy opis i jakieś znane nazwisko, które poleca książkę (np. Sarah J. Maas). pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Sarah J. Maas ostatnio poleca niemal wszystko, co z fantastyki wychodzi w Polsce, więc też już warto być bardziej uważnym. ;D

      Usuń
  32. "Dziewczynę w pociągu" czytałam i jakbym mogła cofnąć czas to bym jej nie przeczytała. Wzorowałam się na tym właśnie, że pozytywne opinie były na okładce. Jednak okazały się mylne, a ja zniechęciłam się do tego gatunku książki.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na całe moje szczęście nie lubię Kinga, bo inaczej pewnie też bym się złapała. ;)

      Usuń
  33. omatkokochana! Shah Rukh Khan! On przyćmi wszystko! Ostatnio oglądałam Serce nie sługa i moje serducho skradła Anushka Sharma i Ranbir Kapoor. Tak wiem, że nie jest to na temat, ale jak zobaczyłam tego Pana na samym końcu... <3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ooo, a tam SRK też skradł jedną krótką scenę! :D

      Usuń
  34. Bardzo ciekawy i (niestety) zgodny z prawdą post. Reklama to podstawa handlu, ale często ludzie są wprowadzani w błąd co chyba najbardziej mnie denerwuje.
    Druga strona medalu jest taka, że wiele kiepskich książek jest rozchwytywanych i znanych, a pozycje naprawdę warte uwagi często trafiają do małej rzeszy odbiorców.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No właśnie, szkoda, że niektóre książki mają słabszą promocję, a gnioty ogromną. Ale z drugiej strony może taka już jest natura tego biznesu - trzeba wypromować coś słabego, żeby na siebie zarobiło, bo dobra książka podobno zrobi to i bez tego. ;)

      Usuń
  35. Z pierwszym zgadzam się w stu procentach. "Dziewczyna z pociągu" była jedną z pierwszych moich książek tego typu, kryminał, thriller, etc, ale nie porwała mnie aż tak, jak to obiecywali wszyscy dookoła. Moja mama, która już jest wygą, jeśli chodzi o powieści sensacyjne i kryminały, również się bardzo rozczarowała. Drugi przykład "Jak powietrze" - książka była dobra, jednak faktycznie, nie był to fenomen i debiut polskiej powieści new adult. Co do "Sztuki kochania" - nie czytałam, nie oglądałam, jednak przejrzałam książkę w empiku, zanim usłyszałam, że na ekrany wchodzi film o życiu Michaliny Wisłockiej, ale zorientowałam się później, że ta książka, którą kiedyś przeglądałam, to ani nie kolejny Grey, ani nie podstawa do filmu. Cóż, ludzie się faktycznie zdziwią :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak widać, promocja zrobiła swoje, że sprzedaż skoczyła, ale co z tego, skoro opinie potem pozostały raczej marne. ;)

      Usuń
  36. Akurat szum wokół Sztuki kochania się przyda, książka mimo, że trochę trąci myszką nadal ma sporą siłę rażenia. Ale masz rację z tym, że ktoś kto kupił ją z myślą o biografii autorki, nieco się zdziwi :)
    Jeśli zaś chodzi o pierwsze polskie New Adult, byłam ambasadorką powieści (całkiem niezłej zresztą) to decyzja o dziwnym napisie na okładce należała do wydawcy, który chyba niezbyt to przemyślał :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niestety, wydawca trochę zaszkodził książce, a i sama autorka, która potem nieprzyjemnie się wykłócała z kimś, kto zwrócił na to grzecznie uwagę. ;/

      Usuń

Czytelniku! Pięknie dziś wyglądasz, mam nadzieję, że masz dobry dzień! ;-) Pozostaw po sobie ślad w postaci komentarza - będzie mi bardzo miło poznać Twoją opinię.

Jeśli mogę tylko prosić - nie rób z komentarzy śmietnika. To nie miejsce na darmową reklamę. Spam będzie usuwany.