wtorek, 5 sierpnia 2014

5 mitów, przez które Polacy czują niechęć do indyjskiego kina.


Kino indyjskie wzbudza w Polakach dosyć skrajne emocje i najczęściej są one tymi negatywnymi. Większości kojarzą się z długimi kiczowatymi filmami, które są o jednym i tym samym, a w każdym filmie gra ten sam aktor, który tańczy przy piramidach do piszczących piosenek. Jest to dosyć przykre, a nawet pokuszę się o stwierdzenie, że ludzie, którzy tak sądzą, są bardzo ograniczeni. Niestety przykry jest również fakt, że niektórzy fani tego kina sami (może trochę nieświadomie) pociągają trochę te mity. Dziwne jest również, że filmy hiszpańskie, francuskie, japońskie, czy też jakieś inne nie są tak dyskryminowane u nas, a indyjskie a i owszem. A przecież język, w jakim jest kręcony dany film, nie świadczy o jego wartości. Coraz częściej mam wrażenie, że większość Polaków akceptuje tylko i wyłącznie kino amerykańskie. A szkoda.
Chociaż pewnie świata tym postem nie zmienię, to jednak postaram się obalić kilka mitów, jakie krążą w Polsce wokół kina indyjskiego. 
Zapraszam do czytania!


5 MITÓW, PRZEZ KTÓRE POLACY CZUJĄ NIECHĘĆ DO INDYJSKIEGO KINA.

1. Kino indyjskie = Bollywood
Owszem, kino indyjskie to Bollywood, ale nie tylko! Indie, to kraj bardzo różnorodny, więc i w kinie mamy rozmaite rodzaje. Bollywood to kinematografia najbardziej popularna, ale nie jedyna. Tollywood, Kollywood, Mollywood, Punjabi, Bengali, mam wymieniać dalej? Oczywiście nie jest tak, że każda kinematografia, to inny rodzaj filmów. Są to po prostu symboliczne nazwy na ogół filmów kręconych w danym języku, dialekcie itd. I tak: Bollywood -hindi, Tollywood -język telugu, Kollywood, to język tamilski itd. W każdym z tych rodzajów są komedie, romanse, thrillery, filmy familijne, czy też zupełnie inne. Nazwy z końcówką "-ollywood" wzięło się od amerykańskiego Hollywood, a że wszystkim łatwo się te nazwy przyjęły, więc zostały one w użyciu.



2. Każdy film jest o tym samym
Typowy Polak sądzi, że skoro w Czasem słońce, czasem deszcz był taniec przy piramidach, zakazana miłość i szanowanie rodziców do upadłego, to wie już o czym będzie każdy inny indyjski film. A tu zdziwienie -wcale tak nie jest! Fakt, wytworzyło się wiele powielanych schematów w filmach, zwłaszcza typowych masala movies, które są mieszanką różnych gatunków, jednak kinematografia indyjska jest jak każda inna kinematografia i kręcone są w niej rozmaite filmy. Zaczynając właśnie od tych romansów i filmów familijnych, po komedie, thrillery, kino akcji, filmy drogi, dramaty, aż po horrory (mnie niektóre z nich śmieszą, ale pomińmy ten fakt). ;) Jak więc widzicie, jest w czym wybierać, po prostu trzeba znaleźć swój ulubiony gatunek.



3. W każdym filmie gra Shah Rukh Khan
Według niektórych, w każdym filmie indyjskim gra Szaruczek. Kocha i szanuje rodziców, zakochuje się z wzajemnością, ale jest to tragiczna miłość, o którą walczy przez cały film, z przerwami na piosenki przy piramidach, a potem wygrywa i zdobywa miłość swojego życia. Wszystkich przekonanych o prawdziwości tego stwierdzenia muszę rozczarować. SRK zagrał w wielu filmach, ale w porównaniu do tego, ile już zdążyło powstać samych filmów Bollywood (nie licząc nawet pozostałych kinematografii z Indii), to Pan Khan zagrał w zaledwie niewielkiej części tych filmów. Czy to dobrze? Może i tak, bo chociaż kiedyś bardzo go lubiłam, to teraz wolę dawać szansę młodszym, świeżym twarzom. ;)
W każdym razie, stwierdzenie Shah Rukh Khan gra w każdym filmie indyjskim jest równie prawdziwe, jak stwierdzenie, że w każdym filmie amerykańskim gra Brad Pitt, czy też Tom Cruise. ;)
 
 
4. Każdy film trwa nie wiadomo jak długo
Jeśli oglądaliście K3G na Polsacie, to się nie dziwię, bo na Polsacie zajął chyba cały dzień... Tam nawet film trwający 1,5h trwa ze 4h, bo reklamy przedłużą nawet najkrótszy program, czy film. Przyznam, wiele z filmów indyjskich, zwłaszcza tych starszych, trwa po około 3h, jednak współczesne filmy w większości nie są już takie długie. Jednak gdyby nawet, to dziwi mnie narzekanie na długość filmów, skoro Harry Potter, czy Władca Pierścienia, którymi zachwyca się prawie cały świat, ile trwają? Wcale nie krócej, a czasami nawet dłużej.  


5. Kino indyjskie jest kiczowate i wstyd je oglądać.
Brzmi bardzo pretensjonalnie? Bo tak właśnie jest. Wiele ludzi wstydzi się obejrzeć jakiś film rodem z Indii, bo myśli, że to kino dla starych panien, dla głupich dzieciaczków itd. I właśnie ci ludzie są w wielkim błędzie! To kino dla każdego i każdy, nawet najbardziej wybredny kinoman znajdzie coś dla siebie -wystarczy zrobić dobry research, a najlepiej zapytać kogoś, kto dobrze zna to kino, czy mógłby nam coś poradzić, wiedząc, że lubimy jakiś konkretny gatunek filmów. Nie bójmy się dać im szansy! Namówiłam wielu swoich znajomych do obejrzenia jakiegoś filmu, dobierając je bardziej pod gust tej osoby i przyznam, że za każdym razem spotkałam się z opinią, że obejrzeli ciekawy i fajny film, a także, że nie żałują seansu. A sami z pewnością nie tknęli by takiego filmu, ze względu na dopisek "produkcja: Indie". Czasami warto odłożyć stereotypy na bok i pozwolić sobie na okrycie czegoś nowego.

Takich mitów, dużych i małych, jest u nas pełno. Niektóre są skutecznie tępione, zaś inne nadal powielane i przedłużane. I przykro patrzeć, jak ludzie oceniają coś przez pryzmat stereotypów lub pierwszych wrażeń, które niekoniecznie są prawdziwe. I nie chodzi tu tylko o kino indyjskie.
W każdym razie, pamiętajcie, by każdej kinematografii dać jakąś szansę, gdyż jeden przypadkowy film, nie świadczy o wartości całego dorobku filmowego danego kraju. Fakt, mimo wszystko, nie każdemu produkcje indyjskie przypadną do gustu, ale warto spróbować.
Oczywiście nie jest zaraz tak, że miłośnicy indyjskiego kina nie żartują sobie ze swojego hobby. ;) Niejednokrotnie żartuję sobie z tych piramid, Szaruczka, czy innych kwestii. Jednak warto znać prawdę i żartować z tego tylko wtedy, kiedy się ją zna. ;)

Dajcie znać, co sądzicie o tych mitach, czy kino indyjskie jest Wam znane, czy może obce. 
A jeśli chcecie, żeby polecić Wam jakiś dobry indyjski film, również dajcie znać -chętnie pomogę. ;) 
Zapraszam do komentowania! ;)

*Wszystkie grafiki użyte w tym poście pochodzą z tumblra. Nie jestem ich autorką.

47 komentarzy:

  1. Hahaha widzę tutaj małą aluzję do mnie i filmu "Rockstar", który faktycznie - choć indyjski, to mi się podobał <3 Ciekawy post i ukazujące niestety prawdę o stereotypach związanych z kinem indyjskim (wiem, bo sama postrzegam je przez pryzmat etykietek). Chociaż nadal uznaję wyższość dwunastogodzinnego maratonu z Władcą Pierścieni nad czterogodzinnym przy Czasem Słońce Czasem Deszcz :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. hahaha no bo K3G raczej nie jest dla Ciebie xd poszukam Ci czegoś, co na pewno Ci się spodoba ;D

      Usuń
  2. Nie przepadam za filmami indyjskimi, ponieważ jest tam w mojej opinii za dużo muzyki i tańców.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I przecież o tym jest po części mój tekst -o tym, że nie we wszystkich filmach są tańce i muzyka. Są tam różnorodne filmy. ;) No ale każdy lubi co innego.

      Usuń
    2. Black, Kahaani, Woda, English Vinglish, Smak curry (The Lunchbox) to tylko kilka tytułów indyjskich filmów, w których jest bardzo mało muzyki i tańca lub NIE ma ich tam wcale. ;)

      Usuń
    3. Dokładnie, takich filmów jest całkiem sporo. Warto dać im szansę. ;)

      Usuń
  3. Lubię te filmy. Są bardzo ciekawe i różnią się od siebie, mimo, że wiele osób uważa że jest inaczej. Nie wiem czemu ludzie są aż tak uprzedzeni do tego kina, ale mam nadzieję, że to się zmieni. Już tyle lat oglądam te filmy, i jakoś jeszcze mnie nie znudziły, a powiem, że jak interesuje się czymś długo to mnie nudzi, a w tym przypadku jest inaczej. To znaczy, że mimo wszystko, kino indyjskie jest warte obejrzenia, bo każdy znajdzie, coś dla siebie, bez względu na wiek czy upodobania.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiesz, że też tak mam? Szybko się nudzę. Jednak jest kilka takich rzeczy w moim życiu, którymi naprawdę się interesuję i mimo upływu lat, to zainteresowanie nie mija. Tak jest między innymi z kinem indyjskim. ;)

      Usuń
  4. Ja te filmy po prostu kocham w Hollywood jest dla mnie za dużo akcji krwi zabijania itp. Bollywood to inny świat. Za to je kocham. Już te filmy oglądam 7 lat.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiesz, Hollywood też nie można tak generalizować. Tam też są różnorodne filmy, a i w kinematografii indyjskiej (nie tylko Bollywood) zdarzają się krwawe filmy akcji.
      Sądzę, że po prostu powinniśmy każde kino stawiać na równi, bo wszędzie znajdą się filmy, które będą perełkami, ale też niestety wszędzie znajdzie się jakiś słaby film, czy to Indie, Ameryka, czy Francja, czy w końcu Polska. ;)
      Ja dokładnie nie pamiętam roku, w którym zaczęłam interesować się kinem indyjskim, ale będzie już około 9/10 lat. ;) Jak to szybko minęło...

      Usuń
  5. Bardzo się cieszę, że walczysz ze stereotypowym postrzeganiem tych filmów! Muszę się przyznać, zupełnie się nie znam na kinie, a na indyjskim to już w ogóle, przydałoby mi się więc jakieś małe wprowadzenie. :) Od czego warto zacząć, jakie dzieła są kluczowe, jakie motywy powszechne itp. Najchętniej sięgnęłabym po film pełen piosenek, fajnych bohaterek i z jakąś tragedią w tle/na końcu, bo lubię smutne historie, gdzie nad wszystkimi ciąży fatum. Żadnych trójkątów, rozterek miłosnych, czasy (raczej) współczesne. :) Jesteś w stanie mi coś polecić?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się, że chciałabyś coś obejrzeć. ;)
      Planuję jakieś ogólnotematyczne posty o kinie indyjskim, więc postaram się trochę rozszerzyć ten temat o pojęcia, o których wspomniałaś. ;) Chociaż co do filmu, od którego się powinno zacząć, to nie ma tu żadnej reguły. Najlepiej dobrać coś w podobnym stylu, co inne oglądane przez nas filmy. ;)
      Co do filmu, to ciężko będzie spełnić Twoje wszystkie wymagania na raz, ale postaram się chociaż częściowo coś dobrać. ;)
      Pierwszy film, jaki przychodzi mi do głowy, to Ek Thi Daayan (2013). Jest to film z jakąś tragedią w tle, a nawet z czarownicą w tle. ;) Czasy współczesne, chociaż jest też fragment z retrospekcją. Jakaś tam miłość w filmie jest, ale nie stanowi głównego wątku. No i są też piosenki i 3 ciekawie wykreowane bohaterki.

      Smutny i bardzo klimatyczny oraz pełen piosenek jest film Saawariya (2007), który jest luźną adaptacją Białych nocy Dostojewskiego, jednak tutaj główny bohater nieszczęśliwie się zakochuje, więc możesz odczuwać zgrzyty, skoro takich rzeczy nie lubisz, jednak klimat mógłby Cię przekonać. ;)

      Wcześniej zainteresowałaś się moim wpisem, gdzie pisałam o Indiach, które sięgają po Szekspira. Jest więc wiele adaptacji Romea i Julii, jednak skoro nie chcesz miłości w filmach, to jednak może pominę te pozycje. ;)

      Specyficzny jest również film 3 (Three) (2012). Jest to film tamilski z tragedią, i zagadkami jak do niej doszło. Tylko też jest wątek romantyczny, więc sama nie wiem.

      Pełen muzyki i tragedii, a wręcz destrukcji głównego bohatera jest klimatyczny film Rockstar (2011). Jest niesamowity, tylko znowu mamy wątek romantyczny.

      Musiałabym dłużej pomyśleć i przejrzeć swoje filmy, żeby znaleźć coś całkowicie bez miłości, pasującego do tych wytycznych, które podałaś, bo przyznam szczerze -lubię wątki romantyczne i dlatego bardzo duża część filmów, które obejrzałam, dotyka takich tematów. ;)

      Usuń
    2. Jeśli chodzi o kluczowe dzieła, miałam na myśli takie, do których odwołują się kolejni twórcy, warto zatem je obejrzeć najpierw. ;)
      Spokojnie, to nie jest tak, że wyłączam film, jak tylko jeden z bohaterów się zakochuje. ;) Unikam takich opowieści, gdzie miłosne rozterki są na pierwszym planie. Chociaż też nie zawsze, wiesz, jak jest: ktoś lubi historie o duchach i takich właśnie szuka, ale bywa, że jakaś mu się nie spodoba, polubi za to kryminał. I ja tak odsiewam filmy, które raczej nie przypadłyby mi do gustu. Piszesz, że lubisz wątki romantyczne, może więc znasz filmy z motywami LGBT+? Bo jeśli chodzi o romanse, ten podtyp jest mi chyba najbliższy. :)
      Adaptacje Szekspira i innych klasyków chętnie zobaczę, niezależnie od tematyki. Swoją drogą, skoro mowa o Szekspirze, najbardziej lubię "Makbeta".
      Przede wszystkim - bardzo dziękuję za rekomendacje! Jasne, że trudno coś znaleźć do tych wytycznych, z jednej strony ogólnikowych, z drugiej mocno ograniczających. Dlatego jeszcze raz dziękuję za poświęcony mi czas. :) Dwa pierwsze filmy już wypożyczyłam, dziś w nocy będę oglądać.

      Usuń
    3. A to postaram się kiedyś zrobić oddzielny post o tych szczególnych klasykach, bo trochę tego jest. ;)
      Przykładowo powstało aż trzy filmy o losach Devdasa (pierwsza była oczywiście książka). Pierwsza wersja, o ile dobrze pamiętam, jest czarno biała, druga ma w obsadzie Shah Rukh Khana, a trzecia jest współczesna i traktuje ten temat z pewnym powiewem świeżości i jest chyba moją ulubioną wariacją na temat losów tego egoisty i zakochanych w nim kobiet.
      Wiele też nawiązań w tym kinie jest do słynnej Żony dla zuchwałych. Ten film jest już prawdziwym klasykiem i mimo że jest z 1995r. to nadal jest wyświetlany w indyjskich kinach.
      Ostatnio w Indiach jest moda na podążanie za zachodem, więc aż takiego odtwarzania teraz za wiele nie ma, ale bardzo często są jakieś aluzje tekstowe, czy też scenowe. Czasami nawet ciężko je zauważyć i jedynie ktoś, kto obejrzał naprawdę wiele filmów zrozumie, że jest to akurat jakieś nawiązanie.
      Szczególną perełką w tych nawiązaniach do innych filmów jest Om Shanti Om (2007), który jak dla mnie jest także istotną pozycją dla kina indyjskiego, bo jest to zlepek z całej historii tego kina. W polskim wydaniu deluxe tego filmu jest fajna książeczka, a w niej wyjaśnione wszystkie nawiązania i aluzje filmowe. Przyznam, że chociaż długo w tym temacie siedzę, na wiele z nich nie zwróciłam uwagi, lub nawet nie miałam o nich pojęcia, bo sięgają początków kina indyjskiego. Ale może trochę za bardzo odbiegam od tematu. ;)
      Jasne, wiem o co chodzi. ;) Sama też mam jakieś swoje wytyczne, co lubię, a czego nie, a zdarza się, że coś spoza tego kręgu także mi się spodoba -warto po prostu dać temu szansę. ;)
      Co do filmów z takimi wątkami, to film Fire (1996), o którym wspomniałam też gdzieś niżej w komentarzu, ma wątek miłości dwóch kobiet. Był nawet swego czasu z tego powodu zakazany w Indiach.
      Ze współcześniejszych produkcji, to poleciłabym Bombay Talkies (2013). Jest to zbiór czterech opowieści o ludziach, może trochę kontrowersjach. I właśnie pierwsza z tych historii ma wątek gejów. Przyznam, że wszystkie historie przedstawione w tym filmie były niezłe, ale ta szczególnie zapadła mi w pamięci.
      Głośno też było o Dunno Y... Na Jaane Kyun, ten film miał w całości poruszać ten temat, jednak wiem, że były jakieś problemy z wydaniem tego filmu i nie wiem, czy w końcu doczekał się premiery, bo się za bardzo tym nie interesowałam.
      A z filmów spoza Indii, to swego czasu znajomy polecił mi dwa kanadyjskie filmy: Zabiłem moją matkę oraz Wyśnione miłości. Tam także występują takie motywy. I przyznam, że chociaż nieco mną wstrząsnęły, zwłaszcza pierwszy, to nie można tym filmom odmówić specyficznego klimatu.
      Co do Szekspira, to szczególnie w Indiach była moda na adaptacje Romea i Julii i tak mamy przykładowo: Goliyon Ki Raasleela Ram-Leela (2013) oraz Ishaqzaade (2012). Przyznam, że obie wersje mi się podobały. A teraz czekam na tego Haidera, żeby sprawdzić jak prezentuje się inny utwór Szekspira w indyjskiej oprawie.
      Daj znać, jakie wrażenia po seansie z tymi filmami, które wypożyczyłaś. ;)

      Usuń
    4. Ja jeszcze mogę dodać Maqboola (2004), indyjską wersję Makbeta autorstwa Bharadwaja, chyba mojego ulubionego reżysera. Film zrobił na mnie wrażenie, wydaje mi się, że twórcy dobrze oddali klimat szekspirowskiego dramatu. Jest też indyjski Otello, czyli Omkara (2006), ale ten film pamiętam jak przez mgłę. Na pewno główny bohater zrobił na mnie niemałe wrażenie (ale u mnie to standard ;-)). Ram-Leelę też gorąco polecam, warto chociażby obejrzeć dla walorów estetycznych :)

      Usuń
    5. O właśnie, dzięki, że wspomniałaś o tych filmach, bo ja niekoniecznie o nich pamiętałam. ;)

      Usuń
    6. Bardzo, bardzo dziękuję za rekomendacje! Odpowiadam z opóźnieniem, bo oglądałam polecane filmy, rzecz jasna. :) Swoją drogą, gdzie je oglądasz? Ja chodzę do wypożyczalni niedaleko centrum, a jeden z nich znalazłam na yt, ale może są jakieś inne miejsca/strony/portale?
      Wiesz, spodobało mi się "Fire". Świetny początek, bardzo klimatyczny, muzyka w pierwszych scenach mnie oczarowała (później też była niesamowita, tylko trochę jej mało, lubię, kiedy tło muzyczne nigdy nie cichnie ;). Dużo dobrych scen, choćby to swobodne przymierzanie przed lustrem. Cieszę się, że o nim wspomniałaś, teraz poszukam czegoś podobnego. ;)
      Widziałam też "Ek Thi Daayan", super, bardzo ciekawy. :) Może później zmienię zdanie, kiedy obejrzę już więcej filmów, teraz nie mam porównania i najchętniej zdobyłabym po prostu soundtrack. ;) Z minusów powiem ci, że aktor w głównej roli męskiej jakoś słabo zagrał.
      Jeśli chodzi o Maqboola, średnio mi przypadł do gustu (aż głupio o tym pisać po tym, jak osoba polecająca napisała, że to ulubiony reżyser ;). Aż dziwne, bo dramat Szekspira uwielbiam.
      Dziękuję ponownie! :)

      Usuń
    7. Z oglądaniem różnie bywa. W Polsce bardzo mało tych filmów, bo niestety tutaj to trochę towar niszowy i zwyczajnie się nie opłaca, więc wydań polskich jest zaledwie kilka w porównaniu z tym, ile jest ciekawych filmów. Ogólnie to właśnie YT, niektóre filmy można spotkać na kinomanie i zagranicznych stronach z filmami online. A jeśli film jest naprawdę warty zachodu i jest się pewnym, że będzie się do niego wielokrotnie wracać, to zawsze można ściągnąć film zza granicy. ;) Jak się dobrze pokombinuje, to nie wychodzi aż tak drogo.
      Cieszę się, że dwa filmy Ci się spodobały. ;) W razie czego daj znać, chętnie jeszcze coś polecę. ;)

      Usuń
  6. Świetnie ujęłaś te stereotypy. Niestety, ciągle się z nimi spotykam, nawet wśród moich znajomych. Co poradzić, są ludzie otwarci, ale są też ograniczeni.
    Osobiście uważam, że w stosunku do kina jestem bardzo otwartym odbiorcą. Nie wiem, jakim cudem ludzie mogą oceniać filmy pod względem kraju w jakim zostały wyprodukowane. Nigdy nie powiedziałam, że nie obejrzę danego filmu dlatego, że jest on wyprodukowany we Francji, Hiszpanii, Chinach czy innym kraju.
    Oczywiście zgadzam się z tobą, że p-r-a-w-i-e każdy znajdzie w produkcjach indyjskich coś dla siebie. Prawie każdy, ponieważ bywają różne gusta. A o gustach się nie dyskutuje, niestety.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zgadzam się z Tobą. Ja również nigdy nie patrzę na film przez pryzmat tego, jaki kraj go wyprodukował. Każdy kraj ma jakieś filmy, które są perełkami, a i ma filmy zwyczajnie słabe. Trzeba po prostu dobrze trafić.
      Pamiętam, kiedyś zachwycałam się hiszpańskim filmem Trzy metry nad niebem. Było to jakoś tuż po premierze tego filmu, nie był w Polsce znany itd. I niektórzy twierdzili "to pewnie jakiś hiszpański tasiemiec", "co Ty znowu oglądasz za głupoty?", a niektórzy obejrzeli i zachwycili się razem ze mną. I teraz aż mi się chce śmiać, na to wielkie boom na 3MSC, jak wszyscy nagle pokochali ten film...
      Z indyjskimi filmami jest podobnie. Wielu ludzi komentuje bez obejrzenia jakiegoś filmu, a kiedy całkowicie przypadkiem trafi na film, który przypadnie mu do gustu i okażę się, że to film wyprodukowany w Indiach, to albo wstydzą się przyznać, że im się podobał, albo dziwią się, jak mogli być tak uprzedzeni...
      I fakt, nie dla każdego jest to kino. Niektórym zwyczajnie nie podpasuje, ale warto się o tym przekonać dając szansę jakiejś produkcji, niż uprzedzać się bez powodu. ;)

      Usuń
  7. Mało oglądałam w życiu filmów tego typu, ale ogólnie nie jestem uprzedzona. Raczej to jest tak, że nigdy nie patrzyłam na kraj, tylko fabułę, czasami zdjęcia, ale ogólnie, fabuła wiodła prym. Nie odrzuciłabym, bo kraj taki, czy taki. Właściwie, szczerze mówiąc, to nie wiedziałam, że aż tak stereotypowo ludzie na to patrzą :>. Chociaż ludzie już dziwnie patrzą na muzykę, muzyka to też tego typu medium, jak to ładnie CL powiedziała, że nieważny jest język, muzyka jest ponad to, jest dla wszystkich, a mnóstwo ludzi odrzuca muzykę inną niż polska lub angielska, patrząc na nasz kraj. (już nie wspomnę o tym, że połowa moich znajomych myśli, że koreańska muzyka to jedynie lukrowany pop. A japońska to jedynie słodkie piosenki.) Wracając do meritum, z filmami mniej to zauważam, ale pewnie też tak jest. Takie generalizowanie bez poznania jest smutne :<. O, ja widziałam jedynie dyskryminację Rosji, na zasadzie, o rosyjski film, nawet nie włączamy.
    Mogę poprosić o jakąś polecankę filmową :d? Coś poważniejszego i bez wątku romansowego na pierwszym miejscu, hm z dojrzałymi bohaterami i może z,wątkami nie tyle religijnymi, co odnoszącymi się do wierzeń indyjskich, mitologii indyjskiej? Chętnie obejrzę :d + jeszcze też sprawdzę dwa z tych filmów, o których pisałaś wyżej w komentarzach, na Filmwebie :>
    Miłego wieczoru x

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też tak mam, że interesuję się o czym jest film, a nie gdzie jest wyprodukowany. ;)
      Co do muzyki, to może walnę zaraz jakiś błąd, bo szczerze przyznam, że nie znam się na tym typie muzyki, ale kiedyś wpadło mi w ucho kilka piosenek z Death Note, z tej odcinkowej wersji. ;) Oglądałam też parę odcinków. ;)
      Tak jak Ty, nie lubię tego generalizowania, a niestety jeśli o kino indyjskie chodzi, to trochę w Polsce ciężko z tym.
      Hmm, co do polecania, to jeszcze pomyślę i jeśli jeszcze będziesz zainteresowana, to polecę coś więcej, a tymczasem mam kilka pozycji, w których może aż tak nie będzie o wierzeniach, czy mitologii, ale będą to poważniejsze filmy, trochę dotykające problemów tradycji w niektórych częściach Indii.
      Water (2005) -jest to produkcja zachodnia, we współpracy z Indiami i opowiada o losie wdów, które po śmierci swoich mężów zostały umieszczone w specjalnym miejscu, gdzie miały być wyobcowane, oddzielone od reszty społeczeństwa. Pewnego dnia, trafia tam mała dziewczynka -ona też jest już wdową. Naprawdę mocny film.
      I kolejna pozycja to Provoked: A true story (2006), czyli historia kobiety, która nie wytrzymała tego, jak jej mąż ją upokarzał i bił i w końcu go zabiła. A jako, że żona "musi być posłuszna mężowi", to kobieta zostaje skazana i trafia do więzienia. I to ogólnie historia jej walki o godność. To także dosyć mocny film.
      A jeśli interesują Cię zetknięcia kultury Indii z kulturą innych państw, a w między czasie będziemy też mieli przemiany bohaterek w silne kobiety, to zachęcam do obejrzenia English Vinglish (2012) i Queen (2014) (w razie czego na blogu jest recenzja ;)). Te dwa filmy nie będą aż takie poważne, ale ładnie pokazują kontrast między kulturami i fajne przemiany kobiet. ;)
      Mam nadzieję, że chociaż trochę pomogłam. ;)

      Usuń
    2. Dziękuję xx. Z rana przeglądałam Filmweb i ta Woda jest oznaczona jak cykl i hm, podobno fabuła nie jest ciągła i nie trzeba znać innych, ale ktoś napisał w komentarzu, że coś te filmy łączy. Hm, chodzi o to, że przedstawiają tematy trudne, czy nie wiem, sposób kręcenia czy np jeśli obejrzę trzy, zauważę np przewijające się motywy, bohaterów, wiesz może? Ogień chyba podoba mi się najbardziej, jeśli mam mówić po samym opisie i plakacie, aczkolwiek najpierw obejrzę Wodę :), jestem nadal średnio online, więc sobie nagrałam już i obejrzę na dniach. Resztę pewnie też, Queen wydaje się uroczo optymistyczna, o.
      Btw, jeszcze wczoraj pisałam, ze nie widzę stereotypów tego typu obok siebie, a dziś, gdy napisałam znajomej, że ktoś mi polecił kilka indyjskich filmów i już, już chciałam powiedzieć coś o stereotypach, że w sumie ich nie spotkałam, gdy tamta mi odpisała "to nie filmy, to tasiemce". Yy, okazało się, że mam bliżej stereotypy niż myślałam. Aha, potem przyszło mi do głowy, że pokutuje też stereotyp animacja - film dla dzieci. I to jest też bardzo przykre.

      Usuń
    3. Widzisz, teraz rozumiesz o co mi chodziło. ;) Te stereotypy są wszędzie i dotykają wielu rzeczy, jak sama zauważyłaś, nie tylko kina indyjskiego.
      A co do Water i tego cyklu. Deepa Mehta stworzyła taką swoją trylogię: Ogień, Ziemia, Woda. Filmy nie mają wspólnej historii, są to oddzielne twory, ale łączy je to, że poruszają właśnie trudne tematy i takie, o których za wiele się z innych filmów indyjskich nie dowiesz. To znaczy, teraz wszystko zaczyna się już bardziej otwierać, ale kiedyś przykładowo film o miłości dwóch kobiet do siebie był raczej tabu i autorka miała wiele problemów przez swoje produkcje. Swego czasu były nawet zabronione w Indiach.
      Queen faktycznie jest optymistyczne i jest miłym seansem, bo fajnie się ogląda losy Rani, która odkrywa świat i siebie.
      A koleżanka widziała jakikolwiek film, czy po prostu poleciała całkowitym stereotypem? Bo wygląda na to drugie. Tasiemcem można nazwać Modę na sukces, która ciągnie się już chyba ze 20 lat, jak nie więcej, a nie film, który trwa 3h... I właśnie trochę przykre jest, że ludzie czepiają się długości indyjskich filmów, ale jeśli idą do kina na nowego Harrego Pottera, który też długo trwa, to nie ma żadnego problemu.
      A z anime pisałam u Ciebie, że obejrzałam kilka odcinków Death Note. To był dosyć ciekawy eksperyment, bo to był taki mały zakład ze znajomym. On miał obejrzeć 3 wybrane przeze mnie indyjskie filmy, a ja za to miałam obejrzeć ileś tam odcinków Death Note i Bleach. I przyznam, że ten eksperyment udał się obustronnie. ;)

      Usuń
    4. Anime anime, to jeszcze ludzie w miarę rozumieją, ale gorzej z zwykłymi animacjami, nawet chociażby standardowy Disney. Nie ukrywam, lubię Disneya, nie chciałabym, by wiek mnie aż tak definiował, chciałabym oglądać i słuchać, czego chce - niby proste, ale to zaskakujące jak wiele osób obchodzi to co słuchają inni. A mi podoba się świat, gdzie w kinie na seansie Frozen większość osób była dorosła i nie na zasadzie, że było to dorośli z dziećmi. Hm, moja mama była niezwykle zdziwiona, gdy pokazałam jej na Pyrkonie ile lat mają na przykład Bronies i, że wow, istnieją ludzie, których nie interesuje, że jest się już na studiach/ma się pracę i nie wypada.

      Koleżanka w sumie nie wiem, czy jakieś filmy zna bliżej, ale jest fanem HP i Tolkiena. Ja w sumie też, z HP jeszcze z pierwszego sortu, gdy czekało się na premierę i było się już fanem książki przed premierą pierwszej części :>, dawne czasy. Znając koleżankę, pewnie zdaje się jej film taki nudny i też pewnie taniec, muzyka i tyle. Akurat gust filmowy mamy zupełnie na odwrót, ja na przykład nie znoszę komedii pełnych idiotycznego kloacznego humoru, a ona chyba obejrzała wszystkie filmy z Sandlerem.
      Ja yy, mówiąc szczerze, obejrzenie jednego filmu tego typu w całości byłoby jak kara dla mnie.

      Usuń
    5. Rozumiem, o co Ci chodzi, też się z tym spotkałam, że Disney = dla dzieci... Chociaż akurat Frozen zyskało serca także i dorosłych. ;) Wielu YT'berów, których kanały odwiedzam (fakt, większość zagranicznych), wprost zachwycało się Frozen. ;)
      Ja tam aż tak nie śledzę produkcji Disneya, ale jeśli ogólnie o to chodzi, to sądzę, że hobby nie ma wieku ani zawodu i każdy, dokładnie każdy, może interesować się tym, co mu się podoba, bez względu na to, ile ma lat, gdzie pracuje i czy według innych wypada, żeby się tym interesował. ;)

      A co do tych filmów, to po dzisiejszym materiale TVN-u o tym, jak w Krakowie kręcą indyjski film i po tym, jakich merytorycznych błędów tam narobili, to już nawet nie mam siły na to wszystko. Stereotypy i niewiedza... A jak posłuchałam wypowiedzi Karolaka i Bilguna, to sądzę, że i głupota czasem też...

      Usuń
  8. Mam takie pytanie niezwiązane z tematem. Którą książkę Greena spośród: 19 razy Katherine, Szukając Alaski i Papierowe miasta najlepiej przeczytać? Jeśli miałabyś wybrać jedną?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Sądzę, że warto przeczytać wszystkie, bo każda jest na swój sposób interesująca. ;) Wybór jednej książki jest dla mnie ciężki, bo mam miłe wspomnienia z każdą z nich, jednak chyba postawiłabym na Szukając Alaski, potem na drugim miejscu 19 razy Katherine, a na trzecim Papierowe Miasta. ;)

      Usuń
  9. Czy ja wiem. Ja tam żadnej niechęci nie czuję ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A zdziwiłabyś się, jak wiele osób jest uprzedzonych do tego kina zupełnie bez powodu. Te 5 punkcików nie jest wyssanych z palca -są wzięte z życia. ;)

      Usuń
  10. Muszę przyznać, że z indyjskimi filmami mam bardzo małe doświadczenie. Oglądałam tylko "Czasem słońce czasem deszcz" i to właśnie na polsacie. Przez te głupie reklamy film trwał z tego co pamiętam jakieś 6 godzin (ci to jak coś wymyślą :D). Film ogólnie bardzo mi się podobał, lecz nie mam zbyt wielkiego porównania z innymi. Jednakże chętnie poznałabym dalej indyjskie kino, tylko nie wiem od czego zacząć :)
    Więc co polecasz na początek?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zależy, jakie filmy lubisz. ;) Skoro K3G Ci się podobało, to znaczy, że nie przeszkadzają Ci wątki romantyczne i dużo kolorów i muzyki, w takim razie szczerze polecam Yeh Jawaani Hai Deewani (2013) ;) Możesz obejrzeć ten film np. na kinomanie (taak, mała reklama z mojej strony, bo tak się składa, że jestem autorką napisów -rzadko, to rzadko, ale bawię się też w tłumacza ;) ). Nie patrz na opis, jaki tam podali i jakiś amatorski plakat, bo nie wiem, kto to wrzucał, ale w każdym razie film jest taką przyjemną historią o młodości i przyjaźni, naprawdę ciepłą, momentami bawiącą, a momentami wzruszającą. Naprawdę szczerze polecam, jest to jeden z moich ulubionych filmów. ;)
      Napisz mi, jakie filmy lubisz, a chętnie polecę coś więcej. ;)
      No i daj znać, jak Ci się podobało Yeh Jawaani Hai Deewani, jeśli zdecydujesz się obejrzeć. ;)

      Usuń
    2. z całą pewnością obejrzę :)
      hmn... jakie filmy lubię... ciężko powiedzieć (nie należę do wybrednych :D). Jedynie nie przepadam za horrorami, a tak no to romanse, komedie, fantastyka...
      Może podaj mi kilka twoich ulubionych tytułów to z tego coś wybiorę :D

      Usuń
    3. Hmm, to w takim razie koniecznie obejrzyj YJHD, które już Ci poleciłam, bo sądzę, że powinno Ci się spodobać. ;)
      Polecam też Queen (2014) http://amandaasays.blogspot.com/2014/05/queen-2014-samotnie-w-podroz-poslubna.html o tu masz nawet recenzję ;) Fajna postać kobieca i ogólnie bardzo pozytywny film, trochę się pośmiałam. ;)
      No i jeśli komedie, to polecam z całego serca film Dostana (2008) -naprawdę można się nieźle uśmiać.
      Jeśli romanse to warto obejrzeć Aashiqui 2 (2013) (tu też zabawiłam się w tłumacza) -chociaż ten film wzbudza różne emocje. Mi w każdym razie bardzo się podobał.
      Mausam (2011) to piękny romans z fajnym klimatem i obsadą.
      Rockstar (2011) -ten film już wielu osobom tutaj polecałam, bo naprawdę jestem zachwycona filmem i oglądałam go już setki razy. ;)
      Anjaana Anjaani (2010) jest także warte obejrzenia, też często do tego filmu wracam.
      Obejrzyj jakiś z tych filmów i daj mi znać, czy Ci się spodobał. ;) Jeśli tak, to z chęcią polecę coś więcej, bo naprawdę trochę tego jest. ;)

      Usuń
    4. z całą pewnością któreś wypróbuję :D

      Usuń
    5. Nie mogę się doczekać, aż poznam Twoje wrażenia! ;) Zawsze mam lekkiego stresa, jak polecam komuś film i potem czekam na ocenę tej osoby. Wiesz, czy się dobrze spełniło zadanie. ;)

      Usuń
  11. Zupełnie nie mam doświadczenia z kinem indyjskim, stąd biorą się stereotypy- zupełnie te same, o których piszesz powyżej. Zdaję sobie sprawę, że są to tylko uprzedzenia, mimo to i tak trudno mi przełamać tę barierę. Może to dlatego, że nie wiem za co się zabrać? Zawsze podobał mi się klimat Indii, ten z filmów oczywiście; był pełen miłości, romansu, uroku, kolorów. Żałuję, że jeszcze nie polubiłam indyjskiego kina. Być może wpadłoby mi w gust?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Myślę, że Yeh Jawaani Hai Deewani (2013), o którym pisałam już na blogu, mogłoby Ci się spodobać. Jest kolorowe, jest miłość, przyjaźń, urok, wszystko, co potrafi oczarować. Poczytaj sobie, co napisałam w poście o tym filmie -może Cię zaciekawi. ;)

      Usuń
  12. Ja ogladalem filmy Chennai Express i Ek Villain są bardzo fajne. Fajny blog.

    OdpowiedzUsuń
  13. Wstyd mi za ludzi, który nie obejrzeli ani jednego filmu z bollwyood i już oceniają całe tamtejsze kino. Ja bollywood uwielbiam i to dzięki niemu zaczęłam tak bardzo pasjonować się Indiami ;)

    OdpowiedzUsuń
  14. Fajny wpis :) Tłukę to ludziom do głowy przy każdej okazji. 90% przypadków ludzi, których spotykam i pytają czym się zajmuję wygląda tak: -jestem tancerką indyjską - aaaa czyli tee tańce brzucha! - nie, taniec brzucha też tańczę, ale taniec indyjski jest zupełnie inny... (tu nawet nie zdążę najcześciej dokończyć) i... - Aaaaaa teeen Bollywood! Widziałem kiedyś kawałek takiego filmu, ale za długi dla mnie no i te tańce i piosenki... fajne ale za dużo i takie nierealistyczne... Bla bla (ps. tak jakby kino zachodnie było realistyczne -_-)

    Chętnie udostępnie na swoim profilu fb i fanpage'u, pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  15. oglądam kino indyjskie i o ile wiem to kinematografia indyjska jest starsza od amerykańskiej a różnica no cóż ,w indyjskiej nadal lepiej, gorzej ,grają aktorzy w amerykańskiej efekty komputerowe zastąpiły grą aktorską .taniec i piosenka są częścią ,opowieścią filmu aktorzy są trochę jak bardowie .mieszka tam ponad miliard ludzi ponad 1000 języków i dla takiego widza jest robiony film,w każdym można zobaczyć inny problem trzeba tylko dobrze patrzeć. w naszym przypadku opinię wystawił krytyk RACZEK i każdy się nią podpiera pytane czy on sam zna dobrze kino indyjski czy opiniuje pod własne upodobania

    OdpowiedzUsuń
  16. Witam. Bardzo proszę o podanie tytułów kolejnych filmów z aktorem Shah Rukh Khan obejrzałam już Nazywam się Khan czasem słońce czasem deszcz żona dla zuchwałych jestem przy tobie om shanti om gdyby jutra nie było

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Blisko siebie, Czasem tak czasem nie, Nigdy nie mów żegnaj,Asoka, Król serca

      Usuń
  17. Genialny artykuł! Ja też stałem się fanem indyjskich superprodukcji od "Devdasa" (choć dzień wcześniej obejrzałem "Monsunowe wesele"). Potem "Czasem słońce, czasem deszcz", "Kroki w chmurach" i "Namiętność" ("Josh"). Niestety, nie oglądam ich zbyt często właśnie przez długość, ale to właśnie czas trwania sprawia, że są one dla mnie takie dobre! Kilka godzin przepychu i musicalu to coś, co wprost uwielbiam! Chętnie bym obejrzał "Asokę Wielkiego", gdzie "Szaruczek" gra podobno rolę historycznego władcy z epoki starożytności. Dobrze wiedzieć, że jest więcej zapalonych entuzjastów takiego kina, których znajomość nie ogranicza się tylko do "Slumdoga" czy niedawno granego "Liona".

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Slumdog i Lion, to nie są indyjskie filmy. ;) Z Indiami łączy je tylko obsada i miejsce akcji. ;)
      A którego Devdasa oglądałeś? Jest taka bardzo stara wersja, potem ta z SRK, a później pojawiła się też odświeżona i uwspółcześniona wersja z Abhayem Deolem. ;) Ale jednak to ta z SRK ma chyba najwięcej przepychu. ;)

      Usuń
  18. Oglądałem tę z SRK; wiem, że istniała starsza wersja, ale w życiu bym jej nie obejrzał, bo kilka godzin języka indyjskiego bez rozumienia, o co chodzi, to by było dla mnie za wiele.

    OdpowiedzUsuń

Czytelniku! Pięknie dziś wyglądasz, mam nadzieję, że masz dobry dzień! ;-) Pozostaw po sobie ślad w postaci komentarza - będzie mi bardzo miło poznać Twoją opinię.

Jeśli mogę tylko prosić - nie rób z komentarzy śmietnika. To nie miejsce na darmową reklamę. Spam będzie usuwany.